2014/05/20

ROZDZIAŁ 57



     Odjechaliśmy z miejsca zdarzenia z piskiem opon. Nawet nie przypuszczałam, że życie chłopców może być tak ekscytujące miałam do nich mnóstwo pytań na które nie znałam odpowiedzi. Z jednej strony czułam się dziwnie bo nie lubiłam przemocy a z drugiej to było dobrym oderwaniem od rzeczywistości i od tego co dzieje się wokół mnie. 
John wyciągnął małą paczkę w której znajdowały się zielone i wysuszone listki jakiegoś narkotyku ale nie była to marihuana, z kieszeni spodni wyciągną małą szklaną lufkę którą zapełnił prawie całą i podpalając wciągnął dym pozwalając żeby rozszedł się po płucach i chwilę go tam przytrzymując odchylił głowę do góry pozwalając dymowi roznieść się po całym samochodzie. Podał trunek Marcusowi po czym jeszcze Liamowi , Davidowi i Michaelowi po czym znowu trafił on w ręce Johna . - Hej Demi może chcesz się rozluźnić ? - Zapytał John z uśmiechem na twarzy wyciągając do mnie rękę - Nie dziękuję - Odpowiedziałam z wahaniem w głosie.
Nie wiedziałam, że oni palą, ciekawe czy Niall też to robi. W sumie to jego wybór ja nie chcę sobie niszczyć zdrowia. Okazało się, że połowę towaru musimy odwieść grupie The Kings, ponieważ tak naprawdę to należy do nich ale policja siedzi im na ogonie więc musieliśmy odwalić całą brudną robotę za co otrzymaliśmy nagrodę. 

Ich liderem jest Peter Santagelo a oprócz niego w grupie jest też Connie Bergins, Sammy Constensino i Cole Santagelo McCall.Jechaliśmy jeszcze około pół godziny a ja zadręczałam Marcusa pytaniami - Będę mogła z wami jeździć na akcje ? - Nie wiem jak to będzie - Ale wiesz ja czuję, że mam to we krwi taki cichy zabójca rozumiesz mnie ? - Tak, tak rozumiem - Powiedział rozbawiony chłopak - A może jednak będę z wami współpracować ? Będzie fajnie - Tak tak Demi zgadzam się - A kiedy następna akcja - Marcus schował głowę pomiędzy dłonie a po chwili mocno wciągnął powietrze i spojrzał na mnie poirytowany - Jak ten chłopak z tobą wytrzymuje - Spojrzałam na niego szukając dobrej odpowiedzi. Otworzyłam usta po czym je zamknęłam . - No właśnie - Powiedział Marcus po czym patrzeliśmy przez chwilę na siebie i wszyscy zaczęli się śmiać. 
Myślałam, że jak ktoś prowadzi takie życie to raczej jest skupiony i się nie uśmiecha a oni przez całą drogę żartowali. Może to przez to że jarali ale to nie zmienia faktu. Po przejechaniu przez wąskie uliczki zatrzymaliśmy się gdzieś na odludziu i szliśmy w stronę jakiegoś starego magazynu już nawet nie pytałam o nic tylko po prostu szłam za chłopakami. Zbliżyło się do nas tylko dwóch mężczyzn.John powiedział mi po cichu że to Peter i McCall. 

-Znów się spotykamy Santiego - Powiedział wysoki mężczyzna o ciemnych oczach i z zarostem na twarzy - Racja, dawno ale chyba nie stęskniłeś się tak mocno - Powiedział Marcus a w powietrzu panowała luźna atmosfera. Miedzy nimi panował sojusz ale można było wyczuć napięcie. - Okey mamy coś co może was interesować i nie ma czasu na żadne gry bo tamci zwijają się z bólu a psy depczą nam po ogonie więc jak będzie - Powiedział Marcus do mężczyzn którzy spojrzeli na siebie a po chwili jeden z nich podszedł do nas - Ok gdzie macie towar  ? - W samochodzie - Tylko żadnych numerów Santiego bo skopie ci tyłek - Stałam z boku i przyglądałam się całej sytuacji i nie byłam do tego przyzwyczajona bo mimo tego, że rozmawiali ze sobą jak normalni ludzie to ich głos przepełniony był sarkazm.

.Kiedy już dogadali się co i jak wszyscy uścisnęli sobie dłonie po czym podeszli do mnie całując mnie w dłoń - O widzę nowy nabytek - Powiedział mniejszy chłopak o blond włosach. - Mam nadzieję, że będzie z wami dłużej niż Carly - Powiedział po czym odszedł uśmiechając się do mnie i posyłając mi oczko. Nie wiedziałam o co chodzi. Jaka Carly ? Dlaczego mówili ,, dłużej niż Carly " . Kiedy chłopcy usłyszeli jej imię zdenerwowali się ale nie chcieli dać tego po sobie poznać. Postanowiłam ich o to wypytać jak to leży mi w naturze ale nikt z nich nie odpowiedział na moje pytanie i całą drogę mnie ignorowali a kiedy wróciliśmy do domu kazali mi wrócić do Nialla a sami musieli załatwić jakąś sprawę. 

Przez chwilę szukałam klucza do drzwi po czym chwilę musiałam trafić w dziurkę ponieważ byłam rozkojarzona tym co usłyszałam przed niecałą godziną. Z góry zbiegł mój narzeczony i złapał mnie wokół talii całując w głowę - I jak tam mam nadzieję, że się nie bałaś - No coś ty ja ? skarbie przestań - Powiedziałam do niego z uśmiechem odwracając się na pięcie tak że staliśmy twarzą w twarz. - Ale opowiadaj - No podjechaliśmy pod dom wszystko poszło gładko jeden z nich złapał mnie za szyję ale udało nam się opanować sytuację po czym ... - Ej co co co ? - Jego oczy pociemniały i wypuścił mnie z ramion spoglądając na mnie z powagą - Jak to?! Więcej nie pojedziesz na akcję to jest niebezpieczne - Powiedział całkiem na poważnie zmuszając mnie do popatrzenia na niego - Ale jak już mówiłam opanowaliśmy sytuację i jest wszystko w porządku uspokój się. - Nie zgadzam się ! i koniec nie moge Cię stracić - Jego wyraz twarzy zmienił się i nie był już zły a raczej smutny. Wtedy złapałam jego dłoń i wtulając się w jego tors powiedziałam że to się nigdy nie stanie - Ale jeżeli chcesz to więcej nie pojadę 

Niall był zadowolony, że tak szybko mu uległam ale tak naprawdę powiedziałam to tylko żeby się uspokoił. Usiedliśmy na kanapie. Niall położył głowę na moim brzuchu i ułożył się wzdłuż materaca a ja bawiłam się jego włosami kiedy znowu zaczęło nurtować mnie jedno pytanie. Kim jest Carly ? 
-Niall ? - hmm ? - Kim jest Carly ? - Niall szybko uniósł się do pozycji siedzącej a jego oczy zrobiły się nienaturalnie ciemne - Kto Ci to powiedział ?! - Peter ale nie zmieniaj tematu, o co chodzi ? - Niall wstał i wyszedł na taras opierając się o futrynę w drzwiach nabrał zimnego powietrza w płuca i stał tam przez jakiś czas. Nie miałam pojęcia dlaczego tak zareagował ale już nie drążyłam tematu i poszłam na góre żeby zmyć z siebie resztę krwi. Zrzucając z siebie ubrania włożyłam je do kosza na pranie po czym weszłam pod prysznic odkręcając gorąca wodę . 
Ciało nawilżyłam żelem pod prysznic a włosy umyłam czekoladowym szamponem. Pozwoliłam kroplom wody spływać po moim ciele co spowodowało, że moje mięśnie się rozluźniły. Wyszłam spod prysznica i wysuszyłam dokładnie ciało rozczesując włosy i spinając je wysoko.
 Owinęłam ręcznik wokół talii i poszłam do sypialni po ubrania. Z szafki wyciągnęłam luźną koszulkę i spodenki od piżam a do tego różowe skarpetki.
 Może nie wyglądało to najlepiej ale czułam się wygodnie. 
Usiadłam na rogu łóżka po czym włączyłam muzykę i założyłam słuchawki. Po około pół godziny położyłam się spać ale Nialla nadal nie było w pokoju. Kiedy już prawie usnęłam wszedł jak gdyby nigdy nic i położył się obok. Nie odwróciłam się do niego i wpatrywałam się w martwy punkt na końcu pokoju. 
-Przepraszam - Powiedział cicho ale na tyle wyraźnie żebym mogła go dosłyszeć - Za co ? - Z to, że nie powiedziałem Ci kim jest Carly a raczej kim była - Jeżeli nie chcesz nie musisz mi..... - Muszę, jesteśmy razem i nie chcę mieć żadnych tajemnic.... A więc od początku. 

Carly była moja dziewczyną i naprawdę bardzo ją kochałem. Myślałem nawet żeby się oświadczyć ale przyszedł taki dzień że ją straciłem.... po prostu przez swoją głupotę. Za bardzo zbliżyła się do naszych interesów pojechała na pierwszą akcje potem na kolejne i kolejne. Byla w tym całkiem dobra ale nie tak jak nasi przeciwnicy. Kiedy wracaliśmy z akcji powiedziala, że poczeka na nas w samochodzie . Kiedy poszliśmy po nasz towar usłyszeliśmy okropny huk a z samochodu został tylko proch.... Ta bomba miała być przeznaczona dla mnie a nie dla niej. Właśnie dlatego zdenerwowałem się kiedy chciałaś jechać z nimi jeszcze raz, wlaśnie dlatego też wybuchłem kiedy wypowiedziałaś jej imię. Nie chcę Cię stracić bo wypełniasz moje serce i pustkę w moim życiu gdyby nie ty nie było by mnie. Nie zostawiłaś mnie kiedy zobaczyłaś jaki tryb życia prowadzę, nie zostawiłaś mnie kiedy musiałaś opuścić przyjaciół, nie zostawiłaś mnie kiedy zobaczyłaś mnie z tamtą dziewczyną a ja nie mam ci nic do zaoferowania oprócz tego że tak cholernie cię kocham. Po prostu się boję. 
-Przepraszam nie powinnam tak na Ciebie naskakiwać - Nic się nie stało teraz po prostu połóż się obok mnie i zostań w moich ramionach - Na zawsze ja na zawsze ty - Na zawsze my Demi ..... na zawsze

2014/05/12

ROZDZIAŁ 56

Obudziłam się rano a  mojego kaczorka nie było obok mnie.  Nie zdziwiło mnie to, ponieważ on zawsze wstaje wcześniej, ale powinien się oszczędzać po tym wszystkim.

Przetarłam oczy i powoli doszłam do łazienki, byłam padnięta po wczorajszym wieczorze a w nocy nie mogłam usnąć bo wpatrywałam się w Nialla.

 Spojrzałam w lusterko i wyglądałam naprawdę fatalnie. Szybko zrobiłam z tym porządek. Po tym jak wzięłam szybki prysznic umalowałam się i założyłam na siebie czyste ubrania.

Czarne leginsy i białą bluzę Nialla, bo była strasznie ciepła. Założyłam też grube skarpetki a włosy spięłam w elegancki kucyk.

 Otworzyłam drzwi łazienki i zeszłam na dół i kierując się korytarzem doszłam do salonu w którym chłopcy oglądali film i jednocześnie jedli śniadanie. Oczywiście pewnie ja będę musiała to posprzątać ale to już szczegół.

Nie było w śród nich Nialla. –Chłopcy gdzie jest ten ziemniak ? – Powiedziałam żartobliwie wyrzucając ręce w powietrze a reszta tylko się zaśmiała i wzruszyła ramionami a z kuchni wyszedł chłopak z gofrem w jednej ręce i sokiem jabłkowym w drugiej. –Niall gdzie są twoje kule ? – Powiedziałam zdezorientowana – W śmietniku – Odpowiedział a na jego twarzy nie pojawiła się żadna emocja – Miałeś się oszczędzać – Demi nie mam ośmiu lat nie musisz mi mówić co mam robić – Powiedział oschle jakby drażniło go to, że poruszam ten temat – To już minęło i nie roztrząsajmy tego –Powiedział spoglądając na mnie i odkładając talerzyk z jedzeniem na stolik – Tylko pamiętaj, że ja już nie mam zamiaru cierpieć i znowu siedzieć przy tobie cały dzień zamartwiając się czy przeżyjesz czy nie. Rób co chcesz .

Powiedziałam delikatnym głosem który załam mi się w połowie zdania przez łzy naciekające mi do oczu. Ale szybko je otarłam i przyłączyłam się do chłopców i zaczęłam oglądać film, już nawet nie miałam ochoty na jedzenie. 


Niall nawet do mnie nie podszedł i zachowywał się jakby nic się nie stało.

Weszłam do kuchni żeby nalać sobie soku do szklanki. Wyciągnęłam szklankę i zimny napój z lodówki zapełniając szklankę do połowy.

Kiedy nagle zadzwonił telefon a na wyświetlaczu pojawił się prywatny numer. Odstawiłam szklankę na blat i szybkim ruchem odblokowałam połączenie. – Dzień dobry czy to panna Lovato ? – Tak to ja o co chodzi ? – Powiedziałam cicho – Dzwonię w celu potwierdzenia operacji, pamięta pani jeszcze ? Umawialiśmy się na grudzień – Kompletnie o tym zapomniałam.. – W głowie przeleciało mi tysiąc czarnych myśli, a ten czas upłynął tak szybko – To zgadza się pani ? – Tak panie doktorze 


Doktor podał mi datę operacji , która miała się odbyć za dwa tygodnie akurat po samych świętach. Strasznie się bałam bo jeżeli coś pójdzie nie tak albo guz się powiększył, albo nie wiem coś się stanie ? 
Te myśli przechodziły przez moją głowę kiedy do kuchni wszedł Niall.

-Przepraszam za to wszystko, wiem że bardzo to przeżyłaś i doprowadzam Cię do szaleństwa, ale zrozum że to już się skończyło i nie chcę do tego wracać.
 Obiecuję, że będę bardziej ostrożny.

Powiedział zasmucony chłopak podchodząc do mnie i pozwalając mi wtulić się w jego tors. W jego ramionach czułam się tak bezpiecznie i tak komfortowo. 
Musiałam opowiedzieć o mojej operacji która miała odbyć się już niebawem.  – Nie martw się księżniczko wszystko będzie dobrze obiecuję – Musi być – A po wszystkim kiedy już nadejdzie wiosna zabiorę    Cię na naszą plażę i zaczniemy wszystko od nowa.

Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek po czym złapałam za rękę i wróciliśmy do chłopaków. 

-Wszystko gotowe ? - Powiedział Marcus do Johna - Tak.... myślę, że tak możemy jechać - Zaciekawiła mnie ich rozmowa bo nie wiedziałam co znów kombinują - O co chodzi ? - Wszyscy zamilkli na chwilę po czym John dał znak reszcie, że mogą mi powiedzieć. - Jedziemy na małą akcję- Chcę jechać z wami - Wyśpiewałam im to unosząc się na stopach i spoglądając z zaciekawieniem na chłopaków. - Niall zrobił się cały czerwony - Demi nigdzie nie jedziesz to jest zbyt niebezpieczne - Powiedział Niall - Oj nie marudź kotek nic mi się nie stanie a mogę się przydać.
Założyłam wygodne adidasy i ciemną sportową kurtkę i nie pytając chłopców o zgodę poszłam do samochodu. Na szczęście nikt nie protestował. Wszyscy wiedzieli, że jeżeli ja się na coś uprę to już koniec. Kiedy reszta chłopaków pakowała rzeczy do bagażnika ja usiadłam wygodnie na swoim miejscu i zapięłam pas a kiedy wszyscy znaleźli się już w aucie
. Ruszyliśmy z pojazdu a Liam wyjaśnił mi o co chodzi i okazało się, że jednak mogę się przydać. 
Kiedy jeszcze The Snipers z nami współpracowali i dobrze się dogadywaliśmy oni mieli odebrać naszą przesyłkę od pewnej grupy dilerskiej ale oni stwierdzili, że uda im się nas przechytrzyć i cały towar zagarnęli dla siebie a, że nas jeszcze nie znają będziemy udawać, że po prostu przyjechaliśmy po towar na handel a nie w celach odebrania tego co nam się należy a kiedy nie będą się spodziewać przygwoździmy ich do podłogi i zabierzemy wszystko co mają w ramach zadość uczynienia. 
Nie będziemy ich zabijać no chyba, że w razie konieczności . 
A ja ? Ja miałam służyć jako przynęta. Podjechaliśmy pod ich dom i wszyscy wyszliśmy z auta. David i Michael poszli na tył domu a ja z Johnem i Marcusem zostaliśmy na zewnątrz. Musiałam się podać za kogoś innego ale to nie sprawiało kłopotu. 
Zapukałam do drzwi które otworzył mi przystojny brunet. Po chwili czekania zszedł na dół z białą paczuszką w ręku i zbliżając się do mnie podał mi ją i ślepo wgapiał się w moje oczy. 
Udając, że kaszlę dałam znak chłopakom którzy stali na balkonie za domem. Wtedy brunet złapał mnie za szuję i przycisną do siebie i przyszło jego trzech goryli. Byli silni i naprawdę umięśnieni strasznie się bałam ale nie mogłam dać tego po sobie poznać bo jeszcze da się uratować akcję.
 Do salonu wbiegł John i ,Marcus którzy obezwładnili dwóch mężczyzn a Liam i Michael razem rzucili się na ostatniego.
 Wyciągnęłam pistolet zza spodni i strzelając nim odwróciłam uwagę bruneta, żeby mieć czas na szybką reakcję. Złapałam jego dłoń która była zaciśnięta na moim gardle i przytrzymując ją podcięłam mu nogi tak, że już leżał wykręcając mu rękę całkowicie pozbawiłam go możliwości zrobienia mi krzywdy. - John szybko biegnij po towar ! Ja z resztą zajmiemy się nimi ! - John posłuchał mnie i po chwili już go nie było, zniknął za drzwiami do innego pokoju . - Słuchaj Jones, bo właśnie tak miał na nazwisko brunet, zostawimy Cię przy życiu bo mamy już to czego chcieliśmy ale jeżeli będziesz próbował się mścić obiecuję, że dorwiemy Cię szybciej niż zdążysz złapać oddech więc uważaj ! - Chłopak tylko zwinął się z bólu . 
John przybiegł z resztą towaru było tam kilka białych paczek i kilka wypełnionych marihuaną. Kiedy wychodziliśmy Jones złapał za pistolet i próbował strzelić w naszym kierunku ale Liam mu przeszkodził i zrobił to pierwszy. To był dla mnie szok ale nie krytykowałam jego zachowania bo wiem, że tak musiało być. 
-Dobrze się spisałaś jak na pierwszy raz - Powiedział Liam - I nie ostatni - No nie wiem , sama widzisz, że nasze akcje są bardzo ryzykowne - Powiedział drapiąc się po karku - Wiem ale nie boję się, niedługo dołączy do nas Niall. Podoba mi się to - Powiedziałam uśmiechając się - Nie znaliśmy Cię z takiej strony - Powiedział zszokowany John - Jeszcze poznacie zobaczycie ....



PRZEPRASZAM, ŻE TAK WOLNO DODAJE ALE DZISIAJ U NAS BYŁA BURZA I NIE MOGŁAM NIC DODAĆ BO NIE MIAŁAM INTERNETU

2014/05/07

ROZDZIAŁ 55

   DEMI


Kiedy już wszyscy przywitali Nialla wzięliśmy czerwone  kubeczki z gorącą czekoladą, które stały na stoliku z napojami i wyszliśmy na taras oczywiście chłopcy cały czas pomagali mu w chodzeniu, pomimo tego, że miał odpoczywać postanowił zostać i dobrze się bawić. 
Austin i John (nasi znajomi ) wnieśli dwie kraty z piwem i dwie butelki wódki chłopcy zatrudnili też barmana i DJ’a usiedliśmy z Niallem przy blacie i wypiliśmy kilka shotów . –Nie jesteś zmęczony kochanie ? – Jak mogę być zmęczony przy takiej kobiecie ? – Powiedział figlarnie wyrzucając ręce w powietrze – Ej misiek, ja pytam naprawdę – Czuję się naprawdę dobrze nie martw się – Powiedział chłopak machając ręką i pokazując na kumpli dał mi znak, że chce z nimi pogadać.
 Odeszłam od baru i przechodząc wzdłuż tarasu pytałam gości czy niczego im nie brakuje. Robiło się trochę chłodno więc weszłam do domu po coś ciepłego.
 Zdjęłam buty żeby nie zrobić śladów i weszłam na górę szukając wzrokiem drzwi do garderoby, która znajdowała się na końcu długiego korytarza. 
Podeszłam do niej i przesuwając drzwiczki przejechałam wzrokiem po wszystkich swoich ubraniach które się tam znajdowały, niestety nie znalazłam nic odpowiedniego więc wzięłam bluzę Nialla, która leżała obok na półce. 
Nasunęłam kaptur na głowę i podwinęłam rękawy które były za długie po czym zeszłam na dół do kuchni żeby zrobić sobie coś do jedzenia bo od rana niczego nie zjadłam.   
Wyciągnęłam gotowe ciasto na gofry i włożyłam je do gofrownicy, która była już rozgrzana a w tym czasie zaczęłam kroić truskawki na cztery części i umyłam borówki a do szklanki wlałam sok pomarańczowy. Kiedy pojawiło się czerwone światełko postanowiłam wyjąć dwa gofry i układając je na talerzyk spryskałam je bitą śmietaną a w wolne miejsca położyłam kilka równo pokrojonych truskawek i dosypałam dużo borówek. 
Całość wyglądała naprawdę apetycznie. Zabrałam się za pałaszowanie kolacji.

NIALL:
  Wróciłem do mu a tam czekała na mnie mega miła niespodzianka fajnie że kumple o mnie pomyśleli. Po tym kiedy Demi wyszła wypiłem jeszcze kilka shotów i kilka kieliszków czystej wódki. Wokół mnie kręciło się mnóstwo pięknych kobiet a chłopacy pomyśleli o wszystkim.
  Rozstawiliśmy stół do gry na którym wyłożyliśmy karty żeby zagrać o grubsze pieniądze wiem, że nie powinienem zostawiać Demi ale w końcu widziałem ją codziennie w szpitalu i pewnie już się znudziła a kumpli dawno nie widziałem i mam okazję się zabawić.
Graliśmy około dwóch godzin aż wybiła druga w nocy

 - Dobra dranie ja omijam parę kolejek i idę do mojej wygranej - Powiedziałem lekko wstawiony kierując się w stronę salonu. Przeszedłem przez próg tarasu cichutko zamykając drzwi na wypadek gdyby Demi spała, ale nie spała. Siedziała przy stoliku i pisała do kogoś sms'a. Podszedłem do niej od tyłu i delikatnie objąłem tak, żeby się nie przestraszyła. -Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zła, że tak Cię zostawiłem, przepraszam - Nie nie jestem zła, to twój wieczór - Powiedziała ale jej mina mówiła coś innego - Oj widzę Demi - Po prostu chciałam spędzić ten dzień tylko z tobą, znowu chciałam być obok ciebie - Ale przecież cały czas byliśmy razem - Powiedziałem lekko zdziwiony - No tak ale to był szpital nie mieliśmy prywatności i byłeś przypięty do tego cholernego łóżka .

Nic nie mówiąc wstałem i poszedłem na taras mówiąc, że już idę bo muszę odpocząć po czym powoli wróciłem do Demi bo noga dawała o sobie znać.Złapałem ją za rękę i delikatnie pociągnąłem na znak, żeby poszła ze mną do sypialni. Weszliśmy do środka i odstawiając kule na ziemie zsunąłem się na łóżko po czym zarzuciłem na nie nogi. - Pomogę Ci bo pewnie jest Ci ciężko - Nie - Odpowiedziałem sucho - Niall dlaczego taki jesteś ? Dlaczego nie dasz sobie pomóc ? - Bo to ja mam opiekować się dobą a nie na odwrót - Ale ja nie leżałam w szpitalu i nie jestem teraz słaba tylko ty więc daj sobie pomóc ośle. 
Uśmiechnąłem się sam do siebie wiedząc, że ona nie odpuści.
 Ściągnęła mi buty po czym zrobiła to samo z resztą ubrań pomagając mi założyć podkoszulek.
Kiedy już leżałem przykryty kołdrą Demi obeszła łóżko i położyła się z drugiej strony.
 Nareszcie mogłem poczuć jej bliskość, jej zapach, miłość którą mnie obdarowała . To było najlepsze uczucie na świecie. - Przysuń się do mnie . 
Demi przybliżyła się a głowę oparła o moje ramię a moje ręce oplotły jej ramiona.

DEMI : 

Obudziłam się rano w ramionach mojego cudownego chłopaka. 
Sama świadomość, że żyje, jest tutaj obok mnie doprowadzała mnie do szaleństwa bo strasznie dużo działo się w ostatnich paru tygodniach.