2014/04/27

ROZDZIAŁ 54

Kilka dni później 

  DEMI 


Codziennie byłam u Nialla w szpitalu najwyraźniej czuł się już lepiej bo żartował i starał się być coraz silniejszym. Wiedziałam, że nadal strasznie boli go klatka piersiowa ale on jest dzielny. Jak już mówiłam codziennie byłam u Nialla a pielęgniarki były na tyle dobre, że pozwoliły mi spać u niego w sali na rozkładanym materacu. Chłopcy niestety nie mogli go odwiedzać tak często bo załatwiali interesy. 

Był czwartek kiedy pojechałam do domu żeby się odświeżyć i ugotować normalny obiad dla Nialla bo te szpitalne jedzenie jest obrzydliwe. Przyjechałam do domu i wzięłam gorący prysznic i zjadłam małe śniadanie. A przechodząc do tematu zadzwonił do mnie telefon .


-Hej księżniczko, pewnie masz już dość tego miejsca ale przyjedź do szpitala - Powiedział Niall a moje serce podskoczyło aż do gardła i byłam przerażona że coś się stało - Co się dzieje ? - Powiedziałam odkładając butelkę wody którą trzymałam w ręku a w słuchawce rozbrzmiał śmiech - Nic się nie stało aniołku po prostu przyjedź -Proszę powiedz mi co się dzieje bo zwariuje- Niall przez chwilę się nie odzywał i wiedziałam już że rozważał czy ma mi powiedzieć to co rozpoczął - Wypisują mnie stąd -

 Na mojej twarzy pojawił się wielki uśmiech i szybko łapiąc za torbę rozłączyłam się z moim chłopakiem weszłam do sypialni i wybrałam jakieś ubrania. 
Białe supra, jeansy i biała bluza, tak to będzie odpowiednie ale sama też nie mogę wyglądać jak wampir. Wyciągnęłam wszystkie ubrania z szafy i założyłam na siebie biały podkoszulek do tego kremowy sweterek w serduszka i dosyć obcisłe jeansy plus czarne trampki po czym zeszłam na dół   i wybiegłam z domu żeby już nie musiał tam siedzieć i się męczyć. Wsiadłam na miejsce kierowcy i ruszyłam z podjazdu. Jedną ręką trzymałam kierownicę a drugą sięgnęłam do torby po telefon. Przez chwilę szukałam urządzenia aż w końcu znalazłam i wybrałam numer do Marcusa i napisałam do niego że wypisują Nialla i jadę po niego do szpitala. Po czym schowałam telefon i zapięłam pas delikatnie przyspieszając i włączając radio. 

Po piętnastu minutach drogi dojechałam na miejsce i wyciągając z auta torbę z ciuchami Nialla zablokowałam samochód przyciskiem na kluczyku.  Weszłam do budynku i skierowałam się prosto do sali gdzie leżał Niall, ale nie było go tam więc zeszłam na recepcję i zapytałam panią gdzie jest mój chłopak - Pan Horan został przeniesiony do sali obserwacyjnej gdzie przeszedł właśnie ostatnie badania i odpoczywa - Powiedziała recepcjonistka oschłym głosem. Podziękowałam jej za informację i udałam się do wskazanej mi sali. Na łóżku leżał mój mężczyzna a obok niego stały jeszcze dwa łóżka na których leżeli pacjenci. Przywitałam się ze wszystkimi po czym podeszłam do Nialla i ucałowałam go w czoło - No witaj księżniczko, tęskniłem - On był taki słodki jak wpatrywał się we mnie tymi czekoladowymi oczami - Ja też skarbie a kiedy wyjdziesz ? - W sumie to już mogę opuścić to miejsce tylko muszę podpisać jakiś papier o zwolnieniu i jestem cały twój

-Zarumieniłam się bo poczułam na sobie wzroki innych ludzi obecnych na sali po czym walnęłam Nialla delikatnie w ramię żeby go nie zabolało. - Przyniosłam twoje ubrania - Spojrzał na torbę po czym znowu odszukał mojego wzroku - Widzę, że o wszystkim pamiętałaś - Powiedział uśmiechnięty a ja pomogłam mu wstać z łóżka i podałam kule, które stały oparte o łóżko szpitalne. 

Kiedy Niall poszedł się przebrać usiadłam na metalowym krzesełku i wpatrywałam się w swoje buty nie zwracając uwagi na resztę wtedy odezwał się młody chłopak - Widzę, że zabierasz go do domu, chłopak ma duże szczęście - Nie wiedziałam co odpowiedzieć więc posłałam mu szczery uśmiech i nic się nie odezwałam - Cały czas opowiadał nam jaka jesteś czasami nawet nikt go nie słuchał ale to mu nie przeszkadzało - Naprawdę ? - Byłam zszokowana tym co powiedział mi młody chłopak - Naprawdę - Do sali wszedł ubrany Niall i łapiąc go za ramię pomogłam mu wyjść bo z kulami pewnie jest mu ciężko.
Szliśmy korytarzem a w okół było stosunkowo mało ludzi. Kiedy wyszliśmy na dwór słońce opromieniło nasze twarze pomimo tego, że była zima u nas było dosyć ciepło jak co roku pada śnieg później jest ciepło a na boże narodzenie znowu mamy śnieg. Wracając do tematu, podbiegłam do auta żeby zrobić miejsce na kule Nialla a on szedł powoli do pojazdu


Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w kierunku domu - Boli Cię jeszcze - Zapytałam chłopaka z troską - Trochę tak ale jak na Ciebie patrzę to mi przechodzi - Na jego twarzy pojawił się uśmiech i figlarnie przewrócił oczami a ja przygryzłam wargę i spojrzałam na niego z zarumienionymi policzkami - Kochanie nie rób tego - Czego ? - Odpowiedziałam z zaciekawieniem wpatrując się w jego orzechowe oczy - Doprowadzasz mnie do szaleństwa kiedy się rumienisz a co dopiero gdy przygryzasz wargę - Zaczęłam się śmiać i moje oczy skupiły sie na drodze a Niall splótł nasze dłonie w jedność i znowu poczułam, że jesteśmy jednością. - Demi mam do Ciebie małe pytanko - Wal - Powiedziałam uśmiechając się  a Niall przybliżył się do mnie i spojrzał spod rzęs- Mamy coś do jedzenia w domu bo jestem mega głodny - Powiedział to tak jak małe speszone dziecko kiedy prosi o coś rodzica i chce się wkupić w jego łaski, wyglądało to mega słodko. 
Nie wiem kochanie w lodówce na pewno coś się znajdzie ale nic nie szykowałam bo sama nie zdążyłam zjeść.  
Niall zrobił minę smutnego pieska a ja zaparkowałam samochód przed mieszkaniem i wychodząc podeszłam do drzwi pasażera otwierając je - O nie wiedziałem, że zamieniliśmy się miejscami teraz to ty otwierasz mi drzwi - Powiedział z lekką irytacją w głosie - Oj nie marudź misiek wiesz, że to tylko teraz kiedy jesteś zmęczony i obolały a poza tym nie przyzwyczajaj się - Poklepałam go po ramieniu i czekałam aż na jego twarzy pojawi się chociaż zarys uśmiechu co stało się bardzo szybko - Nie umiem się na ciebie gniewać. 
Weszliśmy do domu a tam siedziało mnóstwo ludzi a wszędzie porozstawiane jedzenie i kraty z piwem i nie ukrywam zszokowało mnie to trochę bo nie wiem kiedy chłopcy zdążyli to przygotować.


2014/04/16

ROZDZIAŁ 53

  Przepraszam, że w ostatnim rozdziale był Justin zamiast Nialla ale pomagałam koleżance w pisaniu i mi się utrwaliło haha


  Niall :

Ucieszyłem się kiedy pielęgniarka powiedziała mi o tym, że niedługo będę mógł wyjść z tego miejsca i zająć się swoją dziewczyną. Szczerze mówiąc byłem lekko zdenerwowany ponieważ Demi od tego tygodnia w ogóle nie śpi, zdrzemnęła się może dwa razy na plastikowym krześle szpitalnym kiedy mi robiono badania.
 Siedziała tutaj cały czas nawet jak spałem, wiem o tym bo pielęgniarka mi powiedziała. Z jednej strony to było urocze i naprawdę kochane, ze jest ze mną i tak się poświęca bo to mi naprawdę pomogło wyjść z tego gówna w którym się znalazłem, ale z drugiej strony nie mogę na to pozwolić, żeby Demi tak się marnowała. – Proszę Cię idź do domu i zdrzemnij się ja sobie poradzę – Powiedziałem cichym głosem ponieważ moja klatka piersiowa jeszcze mi dokuczała – Nie umiałabym spać z myślą, że leżysz tutaj sam – Chociaż raz mnie posłuchaj, a poza tym nie będę sam za chwilę ma przyjść Michael z Marcusem – I będę wam przeszkadzać rozumiem – Powiedziała ze smutnym wyrazem twarzy i odwróciła się żeby wyjść po czym złapałem ją za rękę – Nie to nie prawda nie mów tak – Bardziej nakazałem niż poprosiłem – Jesteś mi bardzo potrzebna bo bez ciebie pewnie leżał bym już zakopany na trzy metry w dół – Nie mów tak ! – Odpowiedziała błagalnie – Ale to prawda ale dzięki tobie to się nie stało, jesteś całym moim światem i nie chcę żebyś przeze mnie zaniedbywała siebie, chciałbym  żebyś odpoczęła wtedy będę spokojniejszy – Powiedziałem i zniżyłem ton głosu żeby ją uspokoić – Dobrze zrobię tak – Odpowiedziała a na jej twarzy pojawił się sztuczny uśmiech, nie mogłem na to patrzeć ale wiem, że w tamtym momencie było to dla niej najlepsze – Jak dojedziesz to zadzwoń.
Demi podeszła do mnie i ucałowała mnie w czoło po czym obróciła się na pięcie i wyszła z Sali.

DEMI :

    Wiem, że Niall chciał dla mnie jak najlepiej, ale jak mam spać z myślą, że mój chłopak leży sam w szpitalu. A co jeśli znowu dostanie ataku ? … Jak nakazał mi Niall tak też zrobiłam wyszłam z jego pokoju skierowałam się w stronę wyjścia. Przemierzając korytarz mijałam mnóstwo ludzi ale udało mi się przepchać między nimi. Podeszłam do recepcji i podałam swoje nazwisko żeby pani podała mi moje rzeczy, które wcześniej zostawiłam.  Usiadłam na dosyć wygodnej kanapie i założyłam inne buty.
 Po czym wyszłam z budynku oczywiście nie obeszło się bez paparazzi. Wszyscy zadawali mi pytania co robię w szpitalu i co się ze mną działo, pewnie myśleli, że to ja byłam chora ponieważ nie wyszłam z tamtąd nawet na minutkę od tygodnia. Nie miałam ochoty się im tłumaczyć więc szłam do przodu, większość z nich zrozumiało to że nie mam nastroju na to wszystko i oddalili się robiąc mi kilka zdjęć niestety nie każdy jest na tyle inteligenty . Odepchnęłam jedneko mężczyznę dając mu do zrozumienia, ze ma mnie zostawić w spokoju a wtedy inny zrobił mi zdjęcie. Jestem pewna, że wyjdzie z tego dobra plotka, ale miałam to gdzieś bo to mój najmniejszy problem.

Wyciągnęłam kluczyki z torebki i wsiadłam do samochodu a wszystkie torby postawiłam na miejsce pasażera i przekręcając kluczyk odpaliłam samochód i czekałam aż się rozgrzeje po czym powoli ruszyłam rozglądając się do tyłu czy nic nie nadjeżdża.  Postanowiłam zadzwonić do Liama, żeby zapytać się go czy jest w domu. Po kilku sygnałach usłyszałam w telefonie znajomy głos – Halo ? – Hej Liam jesteś w domu – Tak jestem a coś się stało – Powiedział zachrypniętym głosem jakby wcześniej spał  - Nic się nie stało wracam do domu – Okej jesteś głodna może zamówię pizzę ? – Powiedział i wiedziałam, że tylko ze mnie żartował ponieważ w jego mniemaniu zamówimy to znaczy, że sami będziemy musieli ją zrobić. Uśmiechnęłam się do siebie – Jasne czemu nie jestem głodna za dwadzieścia minut będę w domu idź do sklepu po produkty … yyy to znaczy … zamów pizze – Powiedziałam z ironią w głosie i odłożyłam telefon wiedząc, że Liam pędzi teraz do sklepu po wszystkie produkty.
Wymijając inne samochody dosyć szybko znalazłam się w mieście. Później musiałam zwolnić bo w centrum było akurat najwięcej ludzi. Cały czas myślałam co robi Niall i czy niczego mu nie brakuje. To jest zabawne jak ja jestem od niego uzależniona i jak go mocno kocham. Naprawdę mam ogromne szczęście, że wtedy akurat wszedł do mojej klasy i usiadł ze mną. I to że nie spławiłam go kiedy usiadł ze mną na ławce w parku kiedy byłam smutna mimo tego, że mnie nie znał. Już wtedy czułam że nie jest mi obojętny.
Przejechałam jeszcze przez trzy przecznice a później wjechałam na nasze osiedle na zboczu miasta. Jak zawsze puste przemijały się tylko pojedyncze osoby. Podjeżdżając pod dom zaparkowałam samochód w garażu i wyciągnęłam wszystkie torby. Zapukałam do drzwi ale nikt nie otwierał. Zerknęłam pod doniczkę gdzie zawsze trzymamy klucze i wyciągnęłam je stamtąd. Po czym wsadziłam je w dziurkę i przekręciłam.
Torby zostawiłam w korytarzu i weszłam do środka. Nikogo nie było a Liam pewnie jest jeszcze w sklepie. Weszłam na górę i rozejrzałam się, wszystko było jak dawniej... jak sprzed dnia wypadku. Usiadłam na łóżku i rozejrzałam się po pokoju.
Założyłam dresy Nialla i jego biała koszulkę z Kermitem a do tego ciepłe skarpetki bo było dosyć chłodno. Uwielbiałam nosić jego ciuchy które były dwa razy większe ode mnie i pachniały nim samym  Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i domyśliłam się kto to był. Zbiegłam na dół a mój wzrok wylądował na Liamie który wnosił do domu zakupy. -Hej pomogę Ci - Powiedziałam i zabrałam od niego jedna torbę stawiając ja na stole po czym zaczęłam wyciągać wszystkie produkty - O widzę, że dostawca nie dojechał i musimy sami zająć się kolacją - Powiedziałam żartując - No dokładnie tak było i jest mi niezmiernie przykro - Popatrzyłam się chwilę na niego po czym wybuchłam śmiechem. 

-A tak w ogóle to co słychać u Nialla ? - Powiedział chłopak nie odrywając wzroku od zagniatania ciasta na naszą pizzę - Jest ... ughhh .. jest okej - Powiedziałam a moja twarz na chwilkę spoważniała - Spokojnie mała on z tego wyjdzie a poza tym wiesz, że nie lubi siedzieć w jednym miejscu za długo - Uśmiechnęłam się do niego a on mnie przytulił opierając podbródek na czubku mojej głowy po czym zabraliśmy się za kończenie kolacji. Kiedy ciasto było już gotowe Liam posmarował je sosem na który wrzuciliśmy co się tylko dało. Salami, parmezan, szynkę, kawałki boczku który uwielbiał Liam, trochę pieczarek i papryki a na wszystko posypaliśmy chyba z dwie tony parmezanu i wstawiliśmy pizze do piekarnika po czym ja zabrałam się za sprzątanie w kuchni, ponieważ wszędzie rozsypana była mąka i kawałki jedzenia. 
Z szafki wyciągnęłam film, który wcześniej wypożyczyłam a do szklanek wlałam mój ulubiony sok pomarańczowy. Podszedł do mnie Liam i był trochę speszony - Wiesz nie wiem czy Ci to poprawi humor ale ... - Na chwilę ucichł - No co tam masz ? Pokazuj - Powiedziałam zaciekawiona figlarnie przewracając oczami - No kupiłem Ci Skittlesy bo wiem, że je uwielbiasz - Popatrzyłam na niego a później na paczuszkę którą trzymał w rękach - Ojejku dziękuję, uwielbiam je - Powiedziałam, bo czym posłałam mu szeroki uśmiech i wsunęłam je do kieszeni.
Czas wyciągać pizzę. Założyłam rękawicę, żeby się nie poparzyć i otworzyłam piekarnik z którego wyleciał ciepły dym a zapach był nieziemski. Pokroiłam pizzę na równe kawałki i odłożyłam na dwa talerzyki. - Wyszła nam naprawdę dobrze - Powiedziałam do Liama - Muszę Ci coś powiedzieć - Co ? -Powiedziałam zaciekawiona i opierając brodę - Kiedy poszłaś uruchomić film ja podmieniłem pizze na tą zamówioną bo nasza się trochę jakby to powiedzieć.... Zrobiła się gumowata haha - Zaśmiałam się po czym spojrzałam jeszcze raz na pizze i nie zastanawiając się dłużej zaniosłam ją do salonu. Lepsza taka niż żadna - Zażartowałam. On położył się na kanapie a ja usiadłam na fotelu kuląc się w kulkę. Film  był dosyć ciekawy, pizza bardzo dobra  ale byłam mocno zmęczona i przeprosiłam Liama i wyszłam na górę. Biorąc swoją piżamę weszłam pod prysznic i spłukałam swoje ciało a włosy umyłam czekoladowym szamponem. Tego właśnie było mi trzeba długiej kąpieli. Gdy już opłukałam swoje ciało z żelu wyszłam z pod prysznica i szybko się wytarłam i wskoczyłam w ciepłą piżamkę ponieważ było mi strasznie zimno. Uczesałam mokre słowy i wysuszyłam je po czym szybko wskoczyłam do łóżka. Pół godziny później dostałam sms'a od Nialla 

,,Dobranoc skarbie słodkich snów. Mam nadzieję, że wszystko jest okej. Czuję się lepiej. Kocham Cię " 

Zrobiłam sobie zdjęcie i wysłałam je chłopakowi odpisując mu . 

,,Wszystko w porządku zjadłam pizzę z Liamem i wzięłam odświeżający prysznic to był naprawdę dobry pomysł. Śpij dobrze i nie podrywaj pielęgniarek haha. Kocham Cię " 

2014/04/13

ROZDZIAŁ 52

- Wiem, wiem. - Niall  wyszeptał przymilnie. - Po prostu nienawidzę, jak nie mogę jej trzymać w ramionach. Myślę, że powinna wiedzieć, że nigdzie się nie ruszam bez niej. Mogłem tam zostać, mogłem to wszystko zostawić, ale nie potrafiłem. Wróciłem dla niej.

Otwierając buzię by coś powiedzieć, pielęgniarka numer cztery weszła spacerowym krokiem, by zbadać Nialla, przerywając mu krótko. - Przepraszam. - Przepychając się obok chłopaków, by wziąć kartę pacjenta. Otwierając ją, sprawdziła dane zapisane na karcie, a potem sprawdziła przewody biegnące od Nialla do wszystkich maszyn.
Stojąc w wejściu, założyłam ręce na piersi, przyglądając się pielęgniarce, która wpisywała różne rzeczy do karty, a potem skupiła całą uwagę na nim. - Jak się pan czuje, panie Horan?
- Dobrze. - Wyskrzeczał, opadając na łóżko, jego oczy odnalazły moje, ale odwróciłam się, zanim miał okazję, by mi się przyjrzeć.
- Jak dla mnie wszystko przebiega prawidłowo; wrócę później razem z pańskimi lekarstwami. Proszę, spróbuj trzymać się z daleka od czegokolwiek, co mogłoby pana mocniej zdenerwować. - Spoglądając zza chłopaków, posłała mu ciepły uśmiech. - Chyba pan nie chce, żeby pana serce biło jeszcze mocniej.
- Może być pani pewna, że nie.
Rzucając mu żartobilwe, ale ostrzegające spojrzenie, odwróciła się na piętach, biorąc ze sobą jego kartę i opuściła salę.
Śledząc wzrokiem pielęgniarkę, gdy wychodziła,
Cóż, dokończymy tę rozmowę później. Muszę-Powiedział John 

- Zadzwoń, jeśli będziesz czegoś potrzebowała. -Powiedział Marcus po czym  minął mnie, zanim zdążyłam mu cokolwiek odpowiedzieć, a potem wszyscy odeszli, zostawiając mnie sam na sam z Niallem 
Rzucjąc moją dolną wargę, w duchu przeklinałam siebie, ta cisza otaczająca nas była nie do wytrzymania.

- Widziałem Jazzy. - Chrapliwy głos Justina dobiegł mnie, wytrącając mnie z zamyślenia.
Rozszerzając oczy ze zdumienia, tego co właśnie usłyszałam, popatrzyłam na niego, jakby miał z dziesięć głów. - Co?
- Powiedziałem, że widziałem Jazzy. - Bawiąc się prześcieradłem, popatrzył mi w oczy, pierwszy raz od chwili, gdy się obudził, nasze oczy się spotkały i natychmiast napełniły się łzami, zamglając mi wizję. - Rozmawiałem z nią, wybaczyła mi, to co zrobiłem. Wiesz, chciała żebym z nią został, żebym doglądał z nią wszystkich was, i wiesz co jej odpowiedziałem?
- Co? - Wyszeptałam.
- Powiedziałem nie. - Wydusił z siebie. - Mogłem znowu być z moją małą siostrzyczką, ale odmówiłem jej, bo nie mogłem zostawić…ciebie.

-Niall...
- Poczekaj. - Pokręcił głową. - Opowiedziałem jej o tobie wszystko, o tym jak mocno by cię pokochała, gdyby nadal żyła. Powiedziałem jej, że pomimo tego, jak mocno ją kocham, nie mógłbym zostawić ciebie. Wróciłem tu, dla ciebie, a ty nawet nie możesz spojrzeć mi w oczy, gdy z tobą rozmawiam. Wiesz, co to oznacza dla mnie?
Kiedy się nie odezwałam, kontynuował. - Że cię nie obchodzę.
Kręcąc głową w zakłopotaniu, popatrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami. - Jak możesz coś takiego mówić?
- Cóż, czego się spodziewałaś, skoro nawet nie chcesz ze mną rozmawiać? Obudziłem się, a jedyne co robisz to siedziesz z boku i się przyglądasz. - Wybuchnął , jego ciepłe dotychczas oczy skryły się całe w ciemności.
Przygryzając wargę, spojrzałam gdzieś w dół na parę sekund, a potem znowu odnalazłam jego oczy. - Czy wiesz, jak to jest, dowiedzieć się, że twój chłopak został postrzelony? - Pytałam, cała się trzęsąc, a łzy ciekły mi po policzkach. - Czy wiesz, jak to jest, zobaczyć krew swojego chłopaka pokrywająca czyjąś koszulkę? - Moje brwi uniosły się pytająco. - Wiesz? Jakoś nie sądzę. - Wyszeptałam.

- Poczułam się, jakby cały mój świat się zatrzymał. Nie mogłam złapać oddechu; czułam się, jakby wszystko, co znam powoli rozsypywało mi się pod stopami. Nie wiedziałam, co mam robić. Zaczęłam bić Marcusa , mówiąc mu, że jest kłamcą, że nie narażałbyś swojego życia. Że nic tak… podłego, nie mogło się wydarzyć. Nie mogłam uwierzyć. Wiesz, kilka godzin temu widziałam cię, a potem w ułamku sekundy, ułamku  Justin. - Podkreśliłam. - zabrali mi ciebie, ot tak po prostu. - Strzeliłam dłońmi w uda. - Bez żadnego ostrzeżenia.
- Przepraszam.
- Przepraszasz? - Odpowiedziałam ściszonym głosem. - Nie jest ci przykro… czujesz się winny. - 

Westchnęłam, zaciskając usta, zastanawiając się nad nastepną myślą. - Twoje serce stanęło, wiesz? - Chciałam, żeby zabrzmiało to spokojnie, ignorując na razie jego przeprosiny. - Pielęgniarki powiedziały, żeby przestał. Chcieli powiedzieć, że umarłeś, chcieli potwierdzić twoją śmierć i pozwolić ci odejść. - Przymknęłam na chwilę oczy, gdy wspomnienia wróciły. - Zaczęłam krzyczeć, piszczeć, weszłam tu i byłam w stanie trząść tobą, jeśli bym musiała. - Walczyłam z delikatnym uśmiechem, przesuwając się do niego coraz bliżej. - To byłoby trudne, prawda? - Wycierając twarz z łez, czułam się jak idiotka, współczucie rosło we mnie, gdy spoglądałam na Nialla czułam się żałośnie, że ciągle odtwarzałam to co się stało, a nie uczestniczyłam w tym, o było tuż przede mną.
Biorąc jego dłoń, pocierałam ją kciukami. - Oni w ciebie nie wierzyli, ale ja tak.

Rozczulając się chłopak złapał moją rękę składając na niej delikatny pocałunek- Jesteś wojowniczką i najsilniejszą kobietą jaką znam. Jeszcze raz Cię przepraszam. - Spojrzał na mnie po czym otarł moje łzy i posłał mi szczery uśmiech. 

Chwilę potem zauważyłam, że na sali nie jesteśmy sami. Leżała tam mała dziewczynka, która bawiła się swoją lalką, powolnie zdejmowała jej ubranka po czym zakładała inne i tak w kółko. Jej oczy skupione były na pustej przestrzeni i były jakby nieobecne. Na jej twarzy nie widziałam uśmiechu ani nawet śladu zadowolenia. Rozejrzałam się a w okół nie było jej bliskich. Zrobiło mi się przykro i gładząc rękę Nialla opuściłam ją podchodząc do dziewczynki. - Hej jestem Demi - Przedstawiłam się starając się nie speszyć dziewczynki. - Emma - Powiedziała a jej twarz nie zmieniła wyrazu nawet na chwileczkę - Może mogę Ci w czymś pomóc ?  - Zapytałam zaciekawiona zakładając kosmyk włosów za ucho - Czy mogłabyś powiedzieć mi czy już jest noc ? - Spojrzałam na nią jeszcze raz po czym wszystko stało mi się jasne .

 Dziewczynka była niewidoma. -Nie jest południe - Złapałam ją za małą dłoń po to aby nie czuła się osamotniona. Potarłam rękę dziewczynki spoglądając na Nialla i nie wiedziałam co mam zrobić w okół nie było jej rodziców od czasu do czasu przychodziła tylko pielęgniarka sprawdzając stan dziewczynki. - Może razem pobawimy się twoimi lalkami ? Są bardzo ładne - Powiedziałam po czym otarłam łzę która zakręciła się w moim oku - Dobrze, ty też jesteś piękna - Nie rozumiałam tego do końca ponieważ dziewczynka była niewidoma, ale nie drążyłam tematu. Mówiłam powoli i wyraźnie a po chwili sen zmorzył jej oczy i zasnęła. 

Do sali weszła jedna z pielęgniarek i poprosiła Justina, żeby przewodził wzrokiem za światłem po czym spojrzała na monitor i spisała różne wyniki. -Jest pan na dobrej drodze do wyzdrowienia jeżeli pójdzie tak dalej to za trzy dni wypiszemy pana ze szpitala. Oczywiście przez pewien czas będzie musiał pan przychodzić na regularne kontrole i czeka pana rehabilitacja ale proszę się nie martwić widzę że mam tutaj dobrą opiekunkę - Powiedziała z uśmiechem na twarzy wskazując na mnie .

2014/04/09

ROZDZIAŁ 51



- Wróciłeś dla mnie… - Ciągle kręcąc głową, wgapiałam się w niego z taką nabożnością, jakby był jakimś świętym. - Naprawdę tu jesteś, ty… - Szybko całując go w policzek, w myślach dziękowałam Bogu, że mi go zwrócił. Odsuwając się, otarłam twarz z łez i podeszłam do drzwi sali. - Pielęgniarka!
Jęcząc, Niall  zacisnął powieki, poruszając się powoli, chcąc tylko poruszyć palcami, nieprzyzwyczajony do sztywności swojego ciała.
- Wszystko w porządku? Potrzebujesz czegoś? - Wyszeptałam, uspokajającym tonem spod drzwi, nie chcąc oszołomić go zbyt wysokimi dźwiękami, do których jego uszy mogły się jeszcze nie przyzwyczaić.
Kręcąc głową, Niall uśmiechnął się lekko. - Za bardzo sie martwisz. - Zakaszlał, chwytając sie za klatkę piersiową.
- Mam prawo się o ciebie martwić; właśnie obudziłeś się po ciężkiej operacji. - Westchnęłam, patrząc na niego ze zdziwieniem ze względu na jego dobór słów. - Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale…
- Przepraszam. - Zaskoczył mnie głos, gdy grupa pielęgniarek weszła do sali, patrząc na Nialla , a potem zaczęły krzątać się po całej sali, sprawdzając różne wykresy i wyświetlacze na każdym urządzeniu.
- Panie Horan, proszę podążać wzrokiem za światłem. - Włączył latarkę, a potem przesunął ją obok prawego oka Nialla, następnie palcem
wskazującym wodził przed jego oczami. - Dobrze, reaguje pan na moje polecenia. Ma pan jakieś bóle?
- Moja klatka. - Wychrypiał, a jego oczy starały się znaleźć moje, w tym tłumie ludzi wokół niego, niestety bez skutku. Jednak czekał cierpliwie, słuchając uważnie zaleceń lekarza.
- To normalne, ponieważ dopiero co się obudziłeś po tym brutalnym ataku. Zaaplikowaliśmy ci już dożylnie środki przeciwbólowe, które zaczną działać w przeciągu kilku sekund.
- Dziękuję. - Jęknął ciągle leżąc, a jego ręce spoczywały na jego brzuchu, przestał patrzeć już w moją stronę.
- Niedługo wrócimy. Proszę starać się niepotrzebnie nie ruszać i nie denerwować się. Chyba nie chce pan, żeby coś spowodowało zdenerwowanie u pana, albo przekroczyło pańskie możliwości. Jest pan ciągle bardzo słaby.
Kiwając głową, ale nic nie mówiąc, Niall chrząknął dopiero, gdy odeszli.
- Zadzwoniłam do twojej mamy że się obudziłeś. - Cicho wtrąciłam, powoli podchodząc do jego łóżka.
- Do mamy? - Szok, który pojawił się na jego twarzy, spowodował że moje serce ścisnęło się, niedowierzanie czaiło się w jego oczach.
- Zadzwoniłam do niej, jak cię tu przywieźli. Myślałam, że są małe szanse, że… powinna wiedzieć, że jej syn jest w krytycznym stanie.

Oblizując spierzchnięte usta, Niall skrzywił się, gdy dreszcz przeszedł do jego ciele. - Dziękuję. - Wyszeptał, jego oczy aż błyszczały z uznania.
- Wszystko dla ciebie, wiesz o tym. - Uśmiechnęłam się, chwytając jego dłoń i ściskając ją lekko.

 Zza pleców usłyszałam ciepły głos Tiffany, która weszła właśnie z Louisem i ze łzami w oczach podbiegła do Nialla chwytając delikatnie jego dłoń i przykładając ją do zapłakanej twarzy. - Już nigdy Cię, nie zostawię, obiecuję, że będę dobrą matką. - Powiedziała a w jej głosie można było wyczuć troskę i miłość jaką dażyła syna.

-Fajnie Cię znowu widzieć starszy bracie - Powiedział Louis klepiąc Nialla po ramieniu. Starał się być twardy i pokazać bratu, że jest już dorosły ale po paru chwilach on też się rozkleił. 
Jak się czujesz? - Uśmiechnął się, przechylając swoją głowę na bok, a dłonie mocno wepchnął do kieszeni swoich spodni, jednak jego kciuki wystawały z nich, dokładnie jak u jego brata.
-Chciałem powiedzieć, że ... oj pieprzyć to - powiedział Louis spoglądając na mamę która zdenerwowała się jego doborem słów - tęsniłem 

- Ja też. - Wykrztusił ochrypłym głosem, obejmując go tak mocno, jak tylko mógł, a potem, jego ramiona bezwładnie opadły.
- Chociaż ciągle jestem na ciebie zły, ale zachowam to na później, jak już wydobrzejesz. - Uśmiechając się, cofnął się i stanął ramię w ramię z Tiffany
- Już nie mogę się doczekać. - Zarechotał Justin, kręcąc głową, z ogromnym uśmiechem na ustach.
- Przyjechaliśmy, jak najszybciej mogliśmy. - Pośpieszny głos, dobiegł nas z korytarza. - ale Marcus oczywiście szykował sie w nieskończoność, dobrze wiesz, że zachowuje się jak dziewczynka, gdy chodzi o te jego przeklęte wło… - Przerywał w pół zdania, gdy wszyscy odwróciliśmy się w jego stronę. Zobaczyliśmy Liama jedną stopą w drzwiach, w ręku trzymał balony, gwałtownie się zatrzymał, co spowodowało, że chłopaki po kolei wpadali mu na plecy. Ignorując to,  uważnie przyglądał się członkom rodziny Nialla a seria przekleństw ewidetnia przelatywała przez jego głowę. - Cholera. - Wychrypiał, niezgrabnie drapiąc się po karku. - To znaczy, przepraszamy, że przerywamy. - Odchrząknął. - Nie wiedziałem, że masz gości. Demi  zadzwoniła do mnie i powiedziała, że będziesz sam… - Grzecznie uśmiechając się do Tiffany , ostrożnie popatrzył na Louisa, a dopiero potem przeniósł wzrok na Nialla.
- Wszystko w porządku stary. - Zaśmiał się, chociaż wiedziałam, że też odczuwał tę pełną napięcie ciszę pomiędzy nami wszystkimi. - Mamo, to jest Liam, Liam to jest moja mama. - Wskazał na ich dwójkę po kolei.
- Miło mi panią poznać. - Podszedł bliżej, wyciągając rękę w stronę Tiffany, która popatrzyła na nią sceptycznie, ale potem grzecznie wzięła jego dłoń i uścisnęła ją.
- Mi ciebie też. - Uśmiechnęła się przez zaciśnięte wargi, zanim odwróciła się do Nialla. - Cóż, myślę, że lepiej pójdziemy już do domu, trochę się odświeżyć. Wrócimy później, razem z tatą. - Całując go w czoło, a potem wytarła buziaka kciukiem. - Spróbuj się nie przemęczać. - Zasugerowała po matczynemu, przeciskając się obok nas i przytulając mnie, zanim odeszła.
- Cóz, to było niezręczne. - Wyśpiewał Marcus, chwiejąc się na piętach.
- Proszę, mów mi jeszcze… - Wyjęczał Niall, opadając na łóżko.

- A tak przy okazji, dzięki że nas też przedstawiłeś. - Marcus splunął figlarnie i skrzyżował ramiona na piersi, patrząc na  Nialla.- Przepraszam, gdzie się podziały moje maniery? - Zadrwił , wywracając oczami. - Może jeszcze powinieniem opowiedzieć jej, jak
przeprowadzamy razem interesy. Tak, to byłoby jak wisienka na torcie.


- Patrząc na to, jak na nas patrzyła, wątpie żeby się nie domyślała.
- Jednak wolę pozwolić jej wyobraźni działać, niż w jakikolwiek sposób potwierdzić jej przypuszczenia. - Niall wzruszył ramionami, po czym jego oczy powędrowały do balonów, które przyniósł Liam. - To dla mnie? - Figlarnie poruszył oczami. - Och, nie musiałeś Liamie Nathanielu Santos.

Marszcząc brwi, prychnął z niesmakiem. - Masz szczęście, że kocham ten twój wkurzający, chudy tyłek, bo musiałbym sprawić ci lanie, za te słowa.
Niall uśmiechnął się zarozumiale. - Och nie spróbowałbyś, nie okłamuj się.

- Jesteś na pewno zmęczony… - Wymruczał niezrozumiale Marcus, pocierając kark. - Lepiej już pójdziemy i odwiedzimy cię później. Odpocznij trochę, bo wyglądasz naprawdę okropnie.
- Tak się właśnie czuję. - Wymamrotał Niall , nie mogąc powstrzymać nagłego uczucia senności, który przyszedł.
- Do zobaczenia. - Odchodząc, Marcus jak i cała reszta, przytulili mnie na pożegnanie, a potem zniknęli za drzwiami, udając się korytarzem do wyjścia.

Po tym jak Niall zasnął, lekarze i pielęgniarki przychodzili i wychodzili, dokładnie co godzinę, by sprawdzić czy wszystko jest z nim w porządku.
Była 12.30, a ja byłam wyczerpana, ale cicha obecność Nialla tak blisko mnie, pomagała mi się odprężyć w tych wielkich - naprawdę wygodnych - szpitalnych krzesłach.
Pielęgniarka numer trzy weszła właśnie do środka, sprawdzając kartę Nialla i porównując obecne wyniki z poprzednimi zapiskami, jego tętno i inne ważne rzeczy, które musiała dokładnie sprawdzić.
Zamykając kartę, wsunęła ją sobie pod pachę, posyłając mi sympatyczny, urzekający uśmiech. - Pan Horan est coraz silniejszy, jeśli chciałabyś pójść do domu… - Zapytała sugerując mi tym samym, że powinnam pójśc do domu, widząc, że ciągle jestem w tej samej pozycji, co zeszłej nocy.
Pokręciłam głową. - Nie, dziękuję. - Uśmiechnęłam się ciepło. - Wolałabym zostać tutaj, jeśli oczywiście mogę.

Kładąc mi rękę na ramieniu w pocieszającym geście, kiwnęła głową na znak zgody, zanim odeszła, zostawiając kartę w otworze na drzwiach, co
znaczyło, że wszystko zostało sprawdzone, przez jedną z odpowiedzialnych za to pielęgniarek lub lekarzy, które przychodziły tu co godzinę.

Przygryzając wargę, schowałam moją wolną rękę pod kolano, gdzie skrzyżowałam ją z drugą, rozważając czy obudzić Nialla czy też nie. To wszystko było dla mnie niezrozumiałe, właśnie parę godzin temu nie wiedziałam nawet czy on przeżyje, a teraz żył i no cóż, bałam się, że w każdym momencie ktoś mi go odbierze. Pozwalając tej myśli zniknąć z mojego mózgu, położyłam moją rekę na jego ramieniu i deliktanie nim potrząsnęłam. - Nial ? - Wyszeptałam, potrząsając nim jeszcze raz, gdy grymas wykrzywił jego twarz. - Obudził się Z jego gardła wydobył się delikatny pomruk, zmarszczył brwi, a potem je rozluźnił i otworzył oczy, mrugając, żeby przyzwyczaić się do jasnego światła gdy w końcu jego oczy dostosowały się odnalazł moje, a serce zaczęło mi bić jak oszalałe.
- Hej. - wychrypiał, a prawie niewidoczny uśmiech pojawił się w rogu jego ust.
Czerwieniąc się, złapałam włosy, które wyleciały zza mojego ucha. - Hej. - odpowiedziałam cicho, moje oczy promieniowały radością, gdy popatrzyłam na niego. - Jak się czujesz?
Jęcząc, poruszył się odrobinę na łóżku i znowu zaczął mrugać oczami, z powody ostrych promieni światła wpadających do sali. - Lepiej. - Wychrypiał, przełknął ślinę, by choć trochę nawilżyć suche gardło.
- To dobrze. - Zmarszczyłam troskliwie brwi. - Czy twoje klatka dalej boli?
Lekko skinąwszy, skrzywił się, gdy przeszywający ból znowu przeszedł przez jego ciało. - T-tak. - Wyszeptał.
- Przepraszam kochanie. - Wymruczałam, marszcząc brwi.
Cicho chichocząc, chciał coś powiedzieć, ale przerwał mu kaszel, jednak szeroki uśmiech dalej tkwił na jego ustach.
Moje oczy rozszerzyły się, a moje usta instyktownie się rozchyliły. - Przestań. - Ostrzegłam. - Przestań tak robić. - Westchnęłam z frustracją, patrząc na niego ostrzegawczo.
Jego wzrok zmiękł, wpatrywał się w moje oczy, a potem ostrożnie powiedział. - Wyglądasz na zmęczoną.
Prychnęłam, znowu się uśmiechając. - Tak, jestem zmęczona. - Przyznałam, oblizując usta. - ale nie powinieneś tego zauważyć. Powienienieś powiedzieć, jak oszałamiająco dzisiaj wyglądasz skarbie, wróciłem do ciebie, żeby spędzić z tobą resztę mojego życia. - Westchnęłam, mocno zaciskając usta, a palące uczucie przebiegło przez całe moje ciało.

- Tak. - Mrugnął. - To też.
Figlarnie przewróciłam oczami, zaczęłam bawić się nitkami, wystającymi z pościeli, próbując utrzymać moją głowę w jednym miejscu, żeby nie chwiała się w różnych kierunkach, chcąc skupić się tylko na tych dobrych rzeczach.
- Hej. - Niall wyszeptał, jego ręka poruszyła się szukając mojej i kiedy się spotkały, uścisnął ją, chcąc żebym popatrzyła na niego, ale ja nie chciałam. Nie mogłam patrzeć w jego oczy, jeszcze niedawno zamknięte, oczy które kilka godzin temu nic nie widziały.
Szczerze mówiąc bałam się. Bałam się, że w sekundzie, w której odwrócę się i popatrzę na niego, on znowu wróci w tamto miejsce i znowu nie będę mogła go mieć. Nie po tym postępie, który zrobił.
- Skarbie… - Namawiał mnie, powodując, że w moim brzuchu pojawiło się pełno motyli, podczas gdy delikatnie dotykał mojej ręki, miękki oddech wypłynął z jego ust. - Demi popatrz na mnie 
Kręcąc głową, odwróciłam wzrok na nasze dłonie, czułam łzy cisnące mi się do oczu. - Nie chcę.
- Dlaczego nie? - Mogłam wyczuć zmieszanie skrywane za jego słowami.
- Bo… - Wymamrotałam, czułam zaciskające mi się wnętrzności z powodu konfliktu narastającego między nami.
- Bo co? - Wyczuwałam sporą frustrację w jego słowach, ale nie dopuszczałam jej do siebie. - Posłuchaj, jeśli chodzi o to, co powiedziałem wcześniej, nie chciałem…
- To nie to. - Zakładając włosy za ucho, wzięłam głęboki wdech, czując jego ciepłą dłoń pod moją. Zawierając swoje palce dookoła jego, przełknęłam ślinę, znowu go ściskając. - Ja…
- No, no, no. - Zawołał z tyłu jakiś głos, co spowodowało, że oboje odwróciliśmy się, by zobaczyć kto to. W drzwiach zobaczyliśmy Johna z chłopakami za plecami. - Czyżby to Horan , jak się czujesz?
- Nie sądzę, że to dobry moment…
- Przeszkodziłem wam w czymś? - Zastanowił się na głos, odzwierciedlając wszystkie inne pytania, które czaiły się w otaczającej nas niezręczności.
- Tak. - Nie.
Walcząc z chęcią skrzywienia się w proteście, zamknęłam oczy, próbując się uspokoić. - Nie przeszkodziłeś. Po prostu wrócę później. -
Odpowiedziałam cicho, lekko się uśmiechając, dając tym samym znak, że wszystko jest w porządku, minęłam ich i pozwoliłam im pogadać w spokoju.

- Co to było? - zapytał John. Wskazując na mnie, gdy myślał, że jestem już poza zasięgiem słuchu. - Nie wiem. - Pokręcił głową, wyraźnie gorzej się czuł. - Wszystko wygląda dobrze i potem nagle przestaje się odzywać. Wiem, że jest
zdenerwowana, cholera, też bym był, gdyby leżała na tym łóżku, zamiast mnie, ale nie chcę ciszy, potrzebuję słyszeć jej głos. Brakowało mi jej do kurwy nędzy. - Pozwalając swojej głowie opaść znowu na poduszki, głęboko odetchnął.


- Musisz dać jej trochę czasu. - John odparł. - Naprawdę przez dużo przeszła i już myślała, że byłeś umarlakiem. Fakt, że leżysz tutaj, oddychasz, a nawet mówisz jest szokujący, patrząc na to, jak mocno oberwałeś. Parę centymetrów w lewo i miałbyś przedziurawione serce. Nie jest przyzwyczajona do tego - podziału na śmierć i życie. Cały czas uczy się nowych rzeczach o nas, no a to co się stało jest jedną z nich. 

2014/04/06

RODZIAŁ 50

No to mamy już 50 rozdział :') Dziękuję, że jesteście ze mną <3 



- Dziękuję. - wyszeptałam, przygryzając wargę, mój wzrok wypalał dziurę w ciele Nialla. Był pogrążony we śnie, jego oddech był spokojny, usta miał lekko rozchylone.

To właśnie wtedy zdałam sobie sprawę, że mamy tylko jedno życie i coś takiego, jak to był



Trochę nas przestraszył. Jego serce poddało się kompletnie na parę minut, ale teraz powinno być już dobrze. Udało nam się przywrócić go do poprzedniego stanu. - Zaciskając usta, wlepił we mnie wzrok, z taka intensywnością, jakiej jeszcze nigdy nie widziałam, jego brązowe źrenice paliły. - Nie wiem, co to było, ale coś go tu bardzo mocno ciągnie. Najczęściej, gdy coś takiego się dzieje, nie ma już odwrotu. Cokolwiek to jest, jest dla niego bardzo ważne. - Delikatnie poklepał mnie po plecach i uraczył jednym z tych ciepłych, lekarskich uśmiechów. - Jesteś wielką szczęściarą i cokolwiek robisz, rób to dalej.

o momentem w naszym życiu, którego nie powinniśmy przeżywać sami i jeśli Niall się obudzi, na pewno będzie chciał, by jego rodzina była przy nim.

Wyciągając telefon z kieszeni, ostrożnie przygryzłam wargę, kiedy szukałam właściwego numeru spośród tych, zapisanym w moim telefonie, aż znalazłam znane nazwisko, które zaświeciło na ekranie.

Przycisnęłam telefon do ucha, gdy wykręciłam numer i czekałam aż odbierze. - Dalej… No odbierz. - mruczałam cicho, cała zniecierpliwiona.
Po pięciu dzwonkach, ktoś nagle odebrał. - Halo?
Przełknęłam nerwowo ślinę. - Tiffany  ?

  ________________________________________________

Gdy tylko skończyłam rozmowę z Tiffany i powiadomiłam ją o tym, jak wygląda sytuacja powiedziała mi, że będzie na miejscu w kilka minut. Miałam wystarczająco dużo czasu, by porozmawiać z Niallem  zanim jego mama  się zjawi, więc usiadłam na krześle obok jego łóżka.

 - Przestraszyłeś mnie - wyszeptałam - Myśl, że mogłeś… - pokręciłam głową - Nigdy więcej nie rób czegoś takiego. - ostrzegłam, co bardziej brzmiało jak prośba - Nie wiesz co czułam, gdy patrzyłam jak kręcą się przy tobie z tymi… rzeczami, próbując przywrócić cię do życia.
Odwróciłam wzrok i skupiłam się na pikającej linii pojawiającej się na wielu ekranach zaraz obok łóżka Nialla , wskazujące bicie jego serca.

Chcieli odpuścić… - wyszeptałam - Myśleli, że to koniec. Że musisz odejść, ale nie znają cię tak, jak ja. - mruknęłam w bólu - Nie wiedzą, jak silny jesteś.
Westchnęłam, odgarniając kosmyk włosów za ucho i krzyzując ramiona na piersiach, po czym usiadłam na brzegu łóżka  wpatrzona w niego..
- Nie chcę się tak dłużej czuć. - z przerażeniem pochyliłam głowę - Nie chcę kontynuować mojego życia bez ciebie. Nie chcę myśleć o tym, że znowu możesz dostać ataku. Wiem, że obiecałam ci, że poradzę sobie z wszystkim, co idzie w parze ze stylem życia, który wybrałeś i nie cofnę słowa. Nie wiem, czy jestem w stanie poradzić sobie z myślą o straceniu ciebie, ponieważ nie wiem co miałabym wtedy ze sobą zrobić.
- Stałeś się tak wielką częścią mojego życia, że bez ciebie… To nie wydaje się być dobre. To tak, jakby brakowało części mnie. - pochyliłam się i przejechałam opuszkiem palca po zaroście na jego brodzie - Kocham cię tak bardzo, że to aż boi i tylko chcę, by znowu było okej. Chcę normalności, którą mieliśmy. Chcę, by wszystkie te złe rzeczy odeszły. Chcę odzyskać mojego chłopaka. - zabrałam rękę i powstrzymałam szloch.
- Wiem, że prawdopodobnie proszę o zbyt wiele, skoro prawie umarłeś kilka minut temu, ale teraz byłby odpowiedni czas, by się obudzić… - oblizałam usta i ścisnęłam wargi, gdy cisza znowu mną zawładnęła - Muszę ci powiedzieć, że jestem zmęczona tym wszystkim, ponieważ nie czuję się dobrze z tymi wszystkimi światłami, maszynami i rzeczami.
Musisz się obudzić Justin, ponieważ widzisz… Nie mogę poradzić sobie z faktem, że możesz zostawić mnie w każdej sekundzie… - spuściłam wzrok na dłonie i pozwoliłam, by włosy opadły na twarz i zakryły ją - Gdy twoje serce się zatrzymało… - zrobiłam przerwę, przypominając sobie to bolesne wspomnienie - moje się zatrzymało. Czułam się tak, jakby wszystko dookoła mnie się zatrzymało i myśl, że cię stracę… - potrząsnęłam głową, nie chcąc kontynuować - I ten głupi doktor. - warknęłam z irytacją - Próbujący powiedzieć, że ty… ty umarłeś. - pokręciłam głową - Nie znał cię tak dobrze, jak ja. Jesteś waleczny, zawsze byłeś od dnia, w którym cię poznałam.

Demi ? - od strony wejścia doszedł mnie cichy głos, a ja odwróciłam głowę, by ujrzeć stojącą tam Tiffany z uniesioną głową; jej niebieskie oczy błądziły po pokoju dopóki nie zatrzymały się na moich, a następnie przesunęły się, by spocząć na śpiącej sylwetce Nialla. . Z poszerzającymi się oczyma, zakryła usta dłonią, gdy szloch wydostał się z głębi jej gardła.
Wstając, niepewnie podeszłam do niej i ocierając łzy zamknęłam ją w uścisku.
- Wiem – zaszlochałam w jej ramionach – Tak mi przykro, że to się stało. Ja..On wydobrzeje, Obiecuję. Ściskając mnie bardzo mocno, Tiffany wybuchła przerażającym płaczem i opadła na mnie, nie będąc w stanie utrzymać się na własnych nogach. Kręcąc głową, wrzasnęła na widok swojego rannego dziecka.- Mój skarbie – delikatnie przysunęła się, zajmując miejsce obok Nialla  – Mój skarbie… Mój skarbie… - załkała, gdy przechyliła się, chwytając jego dłoń w swoją – Mój synku – syknęła, trzymając go. Niepewnie przesuwając knykcie po jego policzku nie chciała odrywać wzroku od swojego syna, przyciskając jego dłoń do swojej klatki piersiowej. – Dlaczego musiało się to tobie przytrafić? Mówiłam Ci, żebyś z tym skończył, mówiłam ale mnie nie posłuchałeś. - Mówiła a z jej oczu ciągle spływały łzy które wycierała co chiwla chusteczką leżącą obok. - - Obiecuję być matką, jaką zawsze przyrzekałam być, ale aby to zrobić potrzebuję, byś otworzył swoje oczy dla mnie, okej? - zabłagała łagodnie; jej gardło zacisnęło się z intensywności tego, co odczuwała. Przełykając z trudem, pozwoliła ich dłoniom nacisnąć na materac, nadal mocno je trzymała - Proszę, obudź się Niall. Chcemy, byś tego uniknął, musisz pokazać wszystkim lekarzom kim jesteś, musisz im pokazać, że jesteś synem, którego ja wychowałam; silny, nieustraszony chłopak; teraz dorosły – który mógłby zrobić wszystko, na czym się skupi
Gładząc skórę na jego czole, Tiffany oparła się na stopach, gdy przycisnęła swoje usta do jego czoła, delikatnie muskając je wargami.
- Bardzo cię kocham – wyszeptała, zanim usiadła z powrotem i kontynuowała swoją konwersację, wypełniając chłopaka wszystkim tym, co przegapił ostatnimi laty.

Wychodząc na korytarz, by dać Tiffany trochę prywatności, oparłam się o ścianę naprzeciwko pokoju. Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i odrzuciłam głowę do tyłu, pozwalając moim powiekom opaść. Myślałam o tych niezliczonych godzinach, które spędziłam tutaj z takimi samymi nadziejami, że Niall obudzi się w każdym momencie.  To irracjonalne myśleć o tym jak wiele ktoś dla ciebie znaczy. Wszystkie wspomnienia, wszystkie rzeczy, które się stały i słowa, które zostały wypowiedziane… Myślisz o tym wszystkim i wtedy zaczynasz sobie zdawać sprawę z tego, dlaczego w ogóle się zakochałeś w tej osobie. Przerażające jest to, że wystarczy tylko jedna rzecz, jedno zdarzenie, które wywróci twoje całe życie do góry nogami.
A ułamek sekundy zajmuje ci zdanie sobie sprawy jak bardzo potrzebujesz tej osoby.
Dopóki nie walczą o swoje życie, nie myślisz o fakcie, że mogą cię zostawić na zawsze. To może się stać w każdym momencie każdego dnia, a osoba którą kochasz jest ci zabrana bez jakiegokolwiek ostrzeżenia.
Doceniaj tych, których kochasz i trzymaj ich blisko, bo tylko Bóg wie, kiedy nadchodzi ich czas. Spraw żeby każdy moment się liczył i z niczym się nie śpiesz. Pozwól rzeczą poukładać się samemu i ciesz się z tego jak jest, ponieważ kiedyś nie będzie do tego powrotu i zostaniesz porzucona na pastwę losu. Zostaniesz w kurzu wszystkich rzeczy, które się zdarzyły i które mogły się zdarzyć.A to jest miejsce, w którym nikt nie chce być, bo to cię zje żywcem, dopóki nie będziesz mógł już tego wytrzymać.

-Gdzie on jest? – ktoś krzyknął z końca korytarza, ciężko oddychając przez biegnięcie – Gdzie jest mój brat?
Odwróciłam się żeby zobaczyć kto to i wtedy zobaczyłam Louisa, brata Nialla. tojącego z jego ręką opartą na małym stoliku po jego prawej i drugą na jego kolanie, a on sam pochylał się żeby złapać oddech.
-Louis - zaczęłam podchodząc do niego - co ty tu robisz?
- Co masz na myśli pytając, co ja tu robię? - warknął - Mój brat jest w szpitalu, czego po mnie oczekiwałaś? Że zostanę w domu? – przygryzł swoją górną wargę. Kręcąc się w miejscu, zachowałam między nami dystans i unikałam jego wkurzonego spojrzenia.
- Przepraszam… nie miałam… mam na myśli, że zadzwoniłam do twojej mamy. Ona ci powiedziała?
- No jasne, że ona mi powiedziała. Możesz nic nie mówić mi i mojej rodzinie, ale my tak nie działamy. – przeszedł obok mnie, kontynuując poszukiwań  Nialla
. Zamknęłam mocno oczy i wzięłam głęboki oddech
- Wiem, że jesteś na mnie zły – zaczęłam, ale rozwścieczony głos Louisa  mi przerwał
-Zły? Jestem cholernie wkurzony,Demi , ale nie o to tu chodzi! – zadrwił ze wstrętem – Nie przyszedłem tutaj słuchać twoich rzewnych historyjek, dobra? Przyszedłem tutaj zobaczyć czy z moim bratem jest w porządku.
- Oh, masz na myśli tego brata, którego traktowałeś jak śmiecia, kiedy był w więzieniu? Tego, który zrobił dla ciebie wszystko, ale ty się od niego odwróciłeś, kiedy tylko nam go zabrali? - powiedziałam, jadowicie podkreślając każde słowo - Albo ten brat, o którym powiedziałeś, że go kochasz i bierzesz z niego przykład? Bo w tym momencie to co gadasz nie ujdzie ci na sucho..
Zwężając oczy, zrobił krok w moim kierunku.
- Może byłem zły i może czasami myślałem, że nienawidzę mojego brata, ale nigdy, przenigdy, nie odwróciłbym się od niego wtedy, kiedy najbardziej mnie potrzebował, a teraz , on potrzebuje swojej rodziny, nie ciebie.
Przełykając ślinę, która utworzyła się w moim gardle, zaczęłam mrugać żeby powstrzymać łzy od wydostania się na wierzch.
- Jakiej rodziny? Nie byliście tutaj dla niego tak, jak ja. - syknęłam w przyciszonym szepcie.
- To jedna wielka bzdura i dobrze o tym wiesz. - powiedział ze złością, przewyższając nade mną, kiedy staliśmy koło siebie - Jesteś jak wszystkie inne, myślisz, że wiesz wszystko, ale tak nie jest. Niall teraz może myśleć, że cię kocha, ale poczekaj. Zostaniesz zabrana i wyrzucona jak ta manipulancka, mała dziwka, którą jesteś…
-Louisie Horanie , jak śmiesz mówić do Demi w taki podły sposób?
-Tiffany ostro warknęła podchodząc do nas i wycierając resztki łez. Nie patrząc się na wzrok Louisa, ugryzłam się w wargę aby się nie rozpłakać. Pociągając nosem, odsunęłam się od niego o krok.
- Jest w porządku, Tiffany.
- Nie, nie jest kochanie, chodź tutaj. - obejmując mnie ramieniem przyciągnęła mnie do siebie, pocieszająco głaszcząc mnie po ramieniu jak matka i podniosła głowę aby popatrzeć się na młodszego brata Nialla.
- Nie masz prawa mówić tak do Demi , albo ogólnie żadnej innej kobiety. Nic nie zrobiła oprócz tego, że jest tu dla twoje brata i pomimo tego, że to co się stało nie było prawidłowe, była przy jego boku przy tym wszystkim. Możesz się z tym nie zgadzać, ale powinieneś cholernie to szanować.

Twarz Louisa  przybrała smutny wyraz, a on sam opuścił ze wstydem głowę, choć w jego zachowaniu wciąż dopatrzeć można się było wściekłości.
-Ma…
- Nie chcę tego słuchać – uniosła rękę uciszając go. – Przeproś ją i to natychmiast.Louis zadrwił z niedowierzaniem,  a chwilę potem odwrócił swój rozbawiony wzrok ode mnie, kierując go na swoją matkę.
- Chcesz, żebym przeprosił?
- Tak
- Okej, ale mogę spytać za co tak właściwie mam przeprosić? – uniósł głowę, a nieszczery, szeroki uśmiech zagościł na jego twarzy. – Za to, że nazwałem po imieniu jaka naprawdę jest? – Louis oparł dłonie na biodrach. – Że niszczy naszą rodzinę? – prychnął. – Że nas wszystkich okłamuje? - Louis… - poczułam, jak moja dolna warga zaczęła nieoczekiwanie drżeć, i potrząsnęłam głową w nadziei, że uda mi się przed nim wytłumaczyć.
- Zachowaj łzy dla poduszki, dziwko, bo nic co zrobisz ani powiesz nie naprawi tego, co narobiłaś – wrzasnął. – Ufaliśmy ci, zaakceptowaliśmy twoją obecność w naszej rodzinie, i do czego to doprowadziło? Oszukałaś nas, pozwoliłaś nam uwierzyć, że Niall odnalazł właściwą drogę i wygrzebał się z tego gówna, które w jego mniemaniu jest jego życiem. Mogłaś powiedzieć nam prawdę, może moglibyśmy jakoś go przekonać, żeby z tego zrezygnował, i może gdyby nie twoje kłamstwa, nie leżałby teraz na szpitalnym łóżku z raną postrzałową w piersi. 

-Louis wystarczy ! - Tiffany otworzyła szeroko oczy słysząc słowa swojego syna. – Jak myślisz, jak poczułby się twój brat, gdyby usłyszał co mówisz? Uspokój się, zanim zrobisz coś, czego będziesz potem żałował. Teraz idź,  zobacz co u brata, a gdy wyjdziesz, sugeruję ci wrócić do nas z dojrzalszym zachowaniem i szczerymi przeprosinami. Idź już – powiedziała Tiffany odsyłając go do pokoju Nialla
Bez żadnego słowa, za to z pełnym ignorancji prychnięciem, Louis obrócił się na pięcie i skierował kroki do pokoju Nialla, po chwili znikając za drzwiami, zostawiając mnie i Tiffany  same.

Louis prychnął, mamrocząc coś chaotycznie pod nosem.
- Pieprzona dziwka – mruknął poirytowany.
Wszedł do pokoju brata i wszystkie nienawistne myśli wyparowały z jego głowy niemal natychmiast, gdy jego wzrok zatrzymał się na jego bracie.
- Ja pierdolę – wychrypiał, otwierając usta ze zdziwienia. - Niech to – potrząsnął głową, próbując wrócić myślami do rzeczywistości. – To prawda… ty rzeczywiście… kurwa – przetarł dłońmi twarz, wodząc wzrokiem po wszystkim dookoła. Białe ściany, białe kafelki na szpitalnej podłodze Niall ubrany w szpitalną koszulę, podłączony do niezliczonej ilości maszyn, to było dla niego zbyt wiele.

- Cześć, starszy bracie – wyszeptał. – Pewnie zastanawiasz się, co ja tu, u diabła, robię… - westchnął, przygryzając język. – Ja sam tego nie wiem, ale wiem jedno… potrzebuję cię, stary. Potrzebuję mojego brata. Zbyt wiele wspólnego czasu straciłem i nie chcę dopuścić, by stracić go jeszcze więcej.
- Byłeś jedynym, z którym zawsze się liczyłem. Byłeś jedynym, któremu bezgranicznie ufałem, pomogłeś mi stać się człowiekiem, którym jestem dziś i po prostu… Nie mogę stracić kolejnego rodzeństwa. Nie mogę cię stracić. 


- Pamiętasz, jak uczyłeś mnie grać w baseball? Nie pozwoliłeś mi się poddać, bo wiedziałeś, że jestem w stanie się nauczyć. Popchnąłeś mnie i dzięki temu udało mi się w końcu uderzyć piłkę i zaliczyć wszystkie bazy. Świętowaliśmy potem i przez długi czas, i ani razu nie wypominałeś mi, że tak długo mi to zajęło. Zamiast tego mówiłeś, że zawsze wiedziałeś, że uda mi się to zrobić i wierzyłeś we mnie.
- Widzisz, starszy bracie, ja też w ciebie wierzę. Wierzę, że obudzisz się i wszystko będzie dobrze. Obiecuję, że z chwilą, gdy się obudzisz, wszystko wróci do normalności. Kochamy cię, stary, tata, mama i ja. Nieważne co uważasz, że o tobie myślimy, nic z tego nie jest prawdą. Przysięgam.
Walcząc z łzami napływającymi mi do oczu zamrugał nimi ponownie, czując ścisk w gardle.
- Bardzo cię kocham.
Przełykając ślinę, Louis  oblizał suche usta.

- Pewnie skopiesz mi tyłek gdy tylko się obudzisz przez te bzdury, które wcześniej powiedziałem. - westchnął - Przepraszam… Nie chciałem wyżywać się na twojej dziewczynie… Ja po prostu… To, że nigdy nie powiedziała nam, że nadal jesteś częścią tego, co uważaliśmy za twój stary styl życia sprawia, że jestem bardzo zły. Nie mogę powstrzymać się przed zastanawianiem, czy jeśli by nam powiedziała to udałoby nam się to jakoś odkręcić i nie byłbyś tutaj i nie walczył o swoje życie…
- Wiem, że to szaleństwo tak myśleć, ponieważ nie możemy cofnąć czasu i nie powinienem myśleć o co-jeśli, ale cholera, Niall ryzykujesz swoje życie dlaczego? Dla kilku papierków w twoim portfelu? Możesz w inny sposób zarobić na życie… nie musisz przez to przechodzić każdego dnia i w każdej sekundzie swojego życia. Możesz to zakończyć… możesz się oderwać od tego wszystkiego… 


________________________

Tiffany odwróciła się do mnie i zamknęła mnie w swoich ramionach.
- Bardzo cię przepraszam kochanie, nie wiem co w niego wstąpiło. - ochronnie potarła moje plecy. 


- Nie ma sprawy, ; ma pełne prawo by mówić to, co powiedział… - czknęłam, wycierając nos wierzchem dłoni - Okłamałam was i przepraszam. Nigdy nie chciałam was oszukać, tak jak ujął to Louis. Ma rację, powitaliście mnie z otwartymi ramionami , a ja zrobiłam coś niespodziewanego, ale… - westchnęłam - to nie moja rola, by wam to mówić. Niall i ja przechodziliśmy przez tak wiele i wreszcie udało mi się przekonać go, żeby się przede mną otworzył. Nie mogłam być przeciwko niemu, ja…
- Shh kochanie, jest dobrze… Rozumiem.- Tiffany odsunęła się i wytarła moje łzy, trzymając moją twarz w dłoniach - Wybaczam ci. Powinnam być bardziej wyrozumiała na początku, ale po prostu byłam taka zajęta i załamana tym, co się dzieje, wyładowałam to na tobie i nie powinnam, ponieważ nie zrobiłaś nic poza sprawianiem, że mój syn jest szczęśliwy. 

Odwróciłam się, słysząc kroki. Poczułam, jak przewraca mi się w brzuchu na widok czerwonych oczu Louisa  przejechał palcami po włosach, pociągając nosem. Potarł kark i ruszył w naszym kierunku.
- Nic. - wymamrotał - Nawet nie drgnął.

- To zajmie trochę czasu, zanim się obudzi, . - uspokoiła go pocieszająco Tiffany  - To zajmuje trochę czasu. Po prostu musimy być cierpliwi. Znasz swojego brata, nienawidzi być w jednym miejscu zbyt długo. - Louis pokiwał głową, cicho chichocząc.
- Tak. - wychrypiał i westchnął, zanim jego oczy spotkały moje - Wydaje mi się również, że jestem ci winny przeprosiny.
- zaczęłam kręcić głową - Jest oke…
- Nie. - przerwał
- Nie jest. Nie miałem prawa pieprzyć o tobie takich bzdur. Myślę, że po prostu… to wszystko mnie uderzyło, wiesz? Tak naprawdę nie uświadamiałem sobie, przez co przechodzi mój brat że do dzisiejszego dnia. Zagubiłem się przez myślenie o tym jak to będzie stracić kolejną osobę, którą kochasz. - wymamrotał, mając na myśli zmarłą siostrę i od razu boleśnie przekręciło mi się w żołądku na myśl o jego zmarłej siostrze.
- Przepraszam. - mruknęłam.
- Nie masz za co przepraszać, mam tylko nadzieję, że jesteś w stanie wybaczyć mi po tym, jak byłem takim dupkiem dla ciebie. - wymusił lekki uśmiech i podrapał się po głowie z nadzieją, że nie będę tak okrutna i nie odwrócę się od niego w jego wytrwałości do naprawienia wszystkiego.
- Oczywiście, że ci wybaczam. - uśmiechnęłam się - I mam nadzieję, że możesz również wybaczyć mi moje słowa, które powiedziałam. Nie chciałam stracić kontroli.
- Wszystko jest wybaczone, mała siostrzyczko. - wyszczerzył zęby w uśmiechu i przyciągnął mnie do siebie, opierając podbródek na czubku mojej głowy. Chichocząc odsunęłam się z uśmiechem.


- Więc, co teraz robimy? - westchnęłam, powoli podchodząc do wejścia do sali Nialla - Czekamy.
- Dlaczego do niego nie pójdziesz? Ja i mama już sobie z nim porozmawialiśmy; myślę, że będzie fair, jeśli damy ci również trochę czasu.
- O nie. - pokręciłam głową - Jest dobrze, miałam z nim już kilka chwil. Dopiero tu przyjechaliście, proszę, nawet nie myślcie, że wchodzicie mi w drogę. - uniosłam ręce, pokazując im, by weszli - Zostańcie z nim ile chcecie.
- Jest dobrze, przyjdę później do niego zajrzeć. I tak trochę chce mi się pić, pójdę kupić sobie napój i później wrócę. Jak to brzmi?
- Dobrze.
- Okej, idziesz ma?
- Tak, muszę ponownie spróbować skontaktować się z twoim tatą. - lekko mi pomachała i zachęcająco się uśmiechnęła, po czym poszła za Louisem w poszukiwaniu kawiarni.

Gdy tylko zniknęli za rogiem weszłam do pokoju, ignorując głosy doktorów spieszących do pokoju innego pacjenta dochodzące zza moich pleców.  Gdy tylko zniknęli za rogiem weszłam do pokoju, ignorując głosy doktorów spieszących do pokoju innego pacjenta dochodzące zza moich pleców. usiadłam obok Nialla i złapałam jego dłoń, jej ciepło dodało mi trochę nadziei.
- Cieszę się, że przyszli. - zaczęłam - Wiem, jak bardzo za nimi tęskniłeś przez to wszystko, co się stało i teraz masz większy nacisk, by się obudzić. - zaśmiałam się cicho - Prawdopodobnie mnie zabijesz, kiedy się obudzisz, ponieważ już wiele razy ci to mówiłam, ale… ja po prostu… - westchnęłam - Nie mogę wytrzymać, by dłużej z tobą nie być. Zbyt wiele czasu bez ciebie już straciłam, ja… Ja nie mogę dłużej przez to przechodzić. To doprowadza mnie do szału. - przyznałam nieśmiało. Podniosłam jego dłoń i złożyłam na niej delikatny pocałunek
- Kocham cię tak mocno, Niall. Zawsze. - ponownie ucałowałam jego dłoń i bezdennie wypuściłam powietrze - To obietnica. - przyłożyłam czoło do naszych złożonych dłoni i pozwoliłam się sobie uspokoić, rozluźniając się. W sali rozbrzmiał cichy jęk, który zmusił mnie do uniesienia głowy i spojrzenia w kierunku, z którego się wydobył - Niall ? -wyszeptałam, moje oczy spotkały jego zamknięte.
Rozszerzone usta, jego oczy otworzyły się drgając, jego wzrok był odległy. Ciężko odetchnęłam na ten widok, ignorowałam łzy próbujące wydostać się na wierzch.
- Już czas, by się obudzić. - wyszeptałam, czując motylki budzące się w moim brzuchu. Przygryzłam dolną wargę i spojrzałam za siebie, po czym znowu na niego - Prawdopodobnie powinnam zawołać pielęgniarkę, ale nie chcę odwracać od ciebie wzroku. Nie chcę, byś ponownie zasnął kochanie , dobrze? Słyszysz? Słyszysz mnie, prawda?


Jego dłoń w odpowiedzi ścisnęła moją. Mocno wciągnęłam powietrze i wsunęłam wargi do buzi, po czym je puściłam.
- Jesteśmy w szpitalu. Prawdopodobnie czujesz się teraz bardzo źle. - uniosłam nasze dłonie i przyłożyłam do nich policzek - To zrozumiałe. Zostałeś mocno zraniony, ale będzie dobrze.
- Shhh… - uspokoił mnie. Szeroko otworzyłam oczy i przygryzłam wargę.
- Przepraszam; czy chcesz coś powiedzieć? - czekając poczułam, jak moje serce przyspiesza z każdą mijającą sekundą - Kochanie? 


Niall przełknął suchość w gardle, warcząc z bólu. Odnalazł moje oczy i jego dłoń ponownie ścisnęła moją.
- Wróciłem do ciebie. - wyszeptał chrapliwie. Zamknęłam oczy na dźwięk jego głosu, nie mogłam powstrzymać gwałtownego bicia mojego serca ogłuszającego mnie, gdy spojrzałam na niego z czystym uwielbieniem.
- Dziękuję. - wyszeptałam.