Wywiad miałam dopiero wieczorem i nie wiedziałam co mam zrobić bo z jednej strony mogłam powiedzieć całą prawdę i stracić wszystko co do tej pory osiągnęłam albo po prostu skłamać i wymyślić jakąś historię żeby tylko wytwórnia była zadowolona. W sumie wtedy nic by się nie zmieniło i dalej nagrywałabym piosenki i robiła to co kocham, ale to byłoby nie uczciwe w stosunku do ludzi którzy słuchają mojej muzyki i którzy nazywają się moją rodziną, moimi przyjaciółmi , moją małą armią ... Lovatics.
W głowie przelatywały mi tysiące myśli, które nie dawały mi spokoju. Wstałam jak gdyby nic i wyszłam na zewnątrz zaczerpując świeżego powietrza spojrzałam na miasto, które coraz bardziej pokrywało się śniegiem i ruszyłam w stronę swojego samochodu. Na drodze było bardzo ślisko więc musiałam co chwila spoglądać pod nogi i iść bardzo ostrożnie kiedy nagle podbiegło do mnie kilkou reporterów, którzy zaczęli zadawać pytania. Poczułam się dziwnie w okół słyszałam tylko szum i zakręciło mi się w głowie od tych pytań wypowiadanych w jednym czasie. Miałam ochotę skulić się i zacząć płakać z bezsilności ale w oddali usłyszałam głosy.
-Zostawcie ją ! | Odczepcie się || To nasza Demi ! | Nie macie prawa - Różne odgłosy doszły do moich uszu a wtedy ja odwróciłam się zauważając kilkunastoosobową grupę ludzi którzy bronili mnie jak tylko mogli. Reporterzy chyba zorientowali się że nie mają żadnych szans i zachowali bezpieczną odległość nagrywając nas z daleka. Nie wiedziałam dokładnie o co chodzi i spojrzałam ze zdziwieniem na grupę ludzi, którzy patrzyli się na mnie z miłością w oczach chociaż tak na prawdę nie znali mnie . Było to bardzo miłe uczucie i mogło trwać wiecznie. Dwie dziewczyny aż się rozpłakały. I to z mojego powodu czułam się jak w niebie.
Otarłam łzy z ich polików po czym zapytałam jak się mają a a one spoglądając na siebie zaczęły krzyczeć. Szeroki uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Porozmawialiśmy przez dłuższą chwilę. Okazało się, że są to moi fani którzy od wieków czekali żeby się ze mną spotkać jednak nigdy nie mieli okazji. Zapytali się czy możemy zrobić z sobą zdjęcie na co odpowiedziałam że nie ma najmniejszego problemu. Robiliśmy śmieszne miny a później zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie.
-Oj przepraszam kompletnie zapomniałam, że jestem umówiona. Miło było was spotkać mam nadzieję, że kiedyś to powtórzymy. Bądźcie silni moi Lovatic
Ostatnie słowo powiedziałam troszkę głośniej żeby dać im do zrozumienia że są dla mnie na prawdę ważni. Odchodząc parę metrów zauważyłam stojący w oddali samochód. Naciskając guzik odblokowałam pojazd po czym otworzyłam drzwi a torebkę odłożyłam na miejsce pasażera. Zapinając pas przekręciłam kluczyk czekając aż samochód się rozgrzeje. W między czasie weszłam na twittera żeby dodać zdjęcie
,,Dziękuję naprawdę poprawiliście mój humor kocham was #Lovatics "
Odkładając telefon złapałam za kierownicę i ruszyłam z podjazdu.
NIALL :
Kiedy Demi była na spotkaniu my z chłopakami musieliśmy omówić bardzo ważny plan. Byliśmy w małych tarapatach. Do Los Angeles przyjechała grupa The Snipers znani byli z małych napadów i kilku kradzieży. Ale kiedy zaczęli pałęsać się na naszym terenie doszły nam słuchy, że czegoś od nas chcą i doskonale wiem czego. James stoi na czele ich ekipy i miałem z nim do czynienia. Wkurzyłem się, że znowu szukają zaczepki. Dzisiaj umówiliśmy się na spotkanie które nie skończyło się dobrze. Kiedy James zadzwonił do Liama że spotkamy się w starym magazynie nie dowierzałem w to. Szczerze mnie to wkurzyło ale nie dałem tego po sobie poznać.
-Okej nie zabieramy broni, jedziemy tam w interesach a nie po to aby się bić - Powiedział surowo Marcus
-Pożałują tego że z nami zadarli - Odburknąłem cicho tak żeby nikt nie usłyszał moich słów
Kiedy reszta omawiała plan ja cicho wyszedłem żeby napisać do Demi.
-Hej księżniczko dzisiaj wrócę później nie martw się. Koch am Cię mocno - Wysłałem wiadomość po czym wyłączyłem swój telefon i wróciłem do chłopaków. Kiedy wszyscy byli już gotowi zaczęliśmy się ubierać a kiedy wszyscy wyszli z domu powiedziałem że zapomniałem kluczy. Szybko wbiegłem na górę i z mojej szuflady wyciągnąłem broń, chowając ją za pasek spodni. Zbiegłem na dół i zamknąłem dom chowając kluczyk tam gdzie zawsze. Wsuwając się do samochodu zająłem miejsce z przodu obok Marcusa i dając mu sygnał że możemy już jechać ruszyliśmy w stronę magazynu. Spoglądałem w okno przypominając sobie czasy z Jamesem przed tym jak nas zdradził i prawie nas zabił ale my byliśmy wtedy sprytniejsi.
Po chwili samochód zatrzymał się a my wysiedliśmy na zewnątrz, staliśmy zaledwie dziesięć metrów od wyznaczonego miejsca. Przejechałem ręką po włosach i splunąłem w kierunku ziemi. Na mój znak wszyscy ruszyliśmy w stronę budynku.
Było pusto i nikogo nie było w środku krzyknąłem ale nikt się nie odezwał, wiedziałem że ci skurwiele tam są ale nie powiedziałem tego reszcie bo wiem w co oni grali.
-Wy tu zostańcie a ja rozejrzę się dookoła
Nie czekając na odpowiedź wyszedłem na zewnątrz i stając obok samochodu rozglądałem się dookoła. Kiedy nagle poczułem coś zimnego przy moich plechach a potem już nie wiem co się działo
DEMI
Odczytując sms'a od Nialla wiedziałam, że wróci późno więc udałam się do domu Leen. Siedziałyśmy tam i oglądałyśmy filmy ale czułam że co jest nie tak. Spoglądając w okno zauważyłam podjeżdżające auto i miałam nadzieję, że to Niall. Niestety to nie był on. Podszedł do mnie Marcus a jego koszulka była cała zakrwawiona.
-Jejku Marcus co się stało ?Postrzelili Cię ?!
Wpadłam w panikę i zaczęłam szukać rany na jego ciele
-Uspokój się to nie jest moja krew - Po tych słowach nic już nie rozumiałam - Byliśmy w starym magazynie a Niall oddalił się na chwilę kiedy poszliśmy go szukać ..... Tak strasznie mi przykro ....
Zrozumiałam co do mnie mówił jednak nie przyjęłam tego do wiadomości. Zaczęłam płakać i krzyczeć a także bić Marcusa mówiąc żeby nie kłamał i skończył żartować ale jego mina sama za siebie mówiła, że on wcale nie żartuje. Pociągnęłam nosem a z mojej twarzy odeszły wszystkie kolory poczułam ogromny ból w brzuchu. Powiedziałam Marcusowi że musi mnie do niego zabrać i to natychmiast. Nie żegnając się z Leen wsiedliśmy do samochodu
*w szpitalu *
Byliśmy tam... w szpitalu. Wszędzie mnóstwo ludzi a ja nie wiedziałam gdzie mam iść. Nagle zobaczyłam Nialla. Był blady jak ściana, jego powieki były zamknięte a do ciała przyczepione mnóstwo kabelków to było okropne ból przeszedł moje ciało. Podbiegłam do niego i złapałam jego dłoń która była chłodna i tylko w niektórych miejscach można było wyczuć ciepło. Pielęgniarki odepchnęły mnie od noszy żeby zawieść go na salę operacyjną. Usiadłam w kącie i zaczęłam płakać. Mój chłopak leżał tam już prawie martwy a jedyne co mogłam zrobić to czekać. Gdybym tylko wiedziała że tak to się potoczy nigdy bym go nie wypuściła z domu. Już prawie nic nie widziałam ponieważ do oczu napływało mi coraz więcej łez.
OMG :o Błagam Cię niech Niall wyzdrowieje ! :c Błagam Cięę ! :c On nie może umrzeć :c On musi żyć noo :c rozdział zajebisty <3 Ale niech Niall przeżyje :c <3
OdpowiedzUsuńnext please :)))
OdpowiedzUsuńZajebisty rozdział najlepszy z wszystkich :D
OdpowiedzUsuńTakiego przebiegu akcji się nie spodziewałam. Cudo!!
OdpowiedzUsuńNiech naszemu blondynkowi nie stanie się nic poważnego. ♥ Nie mogę doczekać się co dalej. Co z Demi i tymi bliznami? Co z Niall'em? Nie uśmiercaj mi go tylko bo się popłaczę i popadnę w depresję. POZDRAWIAM ♥