No to mamy już 50 rozdział :') Dziękuję, że jesteście ze mną <3
- Dziękuję. - wyszeptałam, przygryzając wargę, mój wzrok wypalał dziurę w
ciele Nialla. Był pogrążony we śnie, jego oddech był spokojny, usta
miał lekko rozchylone.
To właśnie wtedy zdałam sobie sprawę, że mamy tylko jedno życie i coś
takiego, jak to był
Trochę nas przestraszył. Jego serce poddało się kompletnie na parę
minut, ale teraz powinno być już dobrze. Udało nam się przywrócić go do
poprzedniego stanu. - Zaciskając usta, wlepił we mnie wzrok, z taka
intensywnością, jakiej jeszcze nigdy nie widziałam, jego brązowe źrenice
paliły. - Nie wiem, co to było, ale coś go tu bardzo mocno ciągnie.
Najczęściej, gdy coś takiego się dzieje, nie ma już odwrotu. Cokolwiek
to jest, jest dla niego bardzo ważne. - Delikatnie poklepał mnie po
plecach i uraczył jednym z tych ciepłych, lekarskich uśmiechów. - Jesteś
wielką szczęściarą i cokolwiek robisz, rób to dalej.
o momentem w naszym życiu, którego nie powinniśmy
przeżywać sami i jeśli Niall się obudzi, na pewno będzie chciał, by
jego rodzina była przy nim.
Wyciągając telefon z kieszeni, ostrożnie przygryzłam wargę, kiedy
szukałam właściwego numeru spośród tych, zapisanym w moim telefonie, aż
znalazłam znane nazwisko, które zaświeciło na ekranie.
Przycisnęłam telefon do ucha, gdy wykręciłam numer i czekałam aż
odbierze. - Dalej… No odbierz. - mruczałam cicho, cała zniecierpliwiona.
Po pięciu dzwonkach, ktoś nagle odebrał. - Halo?
Przełknęłam nerwowo ślinę. - Tiffany ?
________________________________________________
Gdy tylko skończyłam rozmowę z Tiffany i powiadomiłam ją o tym, jak
wygląda sytuacja powiedziała mi, że będzie na miejscu w kilka minut.
Miałam wystarczająco dużo czasu, by porozmawiać z Niallem zanim jego mama
się zjawi, więc usiadłam na krześle obok jego łóżka.
- Przestraszyłeś mnie - wyszeptałam - Myśl, że mogłeś… - pokręciłam
głową - Nigdy więcej nie rób czegoś takiego. - ostrzegłam, co bardziej
brzmiało jak prośba - Nie wiesz co czułam, gdy patrzyłam jak kręcą się
przy tobie z tymi… rzeczami, próbując przywrócić cię do życia.
Odwróciłam
wzrok i skupiłam się na pikającej linii pojawiającej się na wielu
ekranach zaraz obok łóżka Nialla , wskazujące bicie jego serca.
Chcieli odpuścić… - wyszeptałam - Myśleli, że to koniec. Że musisz
odejść, ale nie znają cię tak, jak ja. - mruknęłam w bólu - Nie wiedzą,
jak silny jesteś.
Westchnęłam, odgarniając kosmyk włosów za ucho i
krzyzując ramiona na piersiach, po czym usiadłam na brzegu łóżka
wpatrzona w niego..
- Nie chcę się tak dłużej czuć. - z przerażeniem pochyliłam głowę - Nie
chcę kontynuować mojego życia bez ciebie. Nie chcę myśleć o tym, że
znowu możesz dostać ataku. Wiem, że obiecałam ci, że poradzę sobie z
wszystkim, co idzie w parze ze stylem życia, który wybrałeś i nie cofnę
słowa. Nie wiem, czy jestem w stanie poradzić sobie z myślą o straceniu
ciebie, ponieważ nie wiem co miałabym wtedy ze sobą zrobić.
- Stałeś
się tak wielką częścią mojego życia, że bez ciebie… To nie wydaje się
być dobre. To tak, jakby brakowało części mnie. - pochyliłam się i
przejechałam opuszkiem palca po zaroście na jego brodzie - Kocham cię
tak bardzo, że to aż boi i tylko chcę, by znowu było okej. Chcę
normalności, którą mieliśmy. Chcę, by wszystkie te złe rzeczy odeszły.
Chcę odzyskać mojego chłopaka. - zabrałam rękę i powstrzymałam szloch.
-
Wiem, że prawdopodobnie proszę o zbyt wiele, skoro prawie umarłeś kilka
minut temu, ale teraz byłby odpowiedni czas, by się obudzić… -
oblizałam usta i ścisnęłam wargi, gdy cisza znowu mną zawładnęła - Muszę
ci powiedzieć, że jestem zmęczona tym wszystkim, ponieważ nie czuję się
dobrze z tymi wszystkimi światłami, maszynami i rzeczami.
Musisz się obudzić Justin, ponieważ widzisz… Nie mogę poradzić sobie z
faktem, że możesz zostawić mnie w każdej sekundzie… - spuściłam wzrok na
dłonie i pozwoliłam, by włosy opadły na twarz i zakryły ją - Gdy twoje
serce się zatrzymało… - zrobiłam przerwę, przypominając sobie to bolesne
wspomnienie - moje się zatrzymało. Czułam się tak, jakby wszystko
dookoła mnie się zatrzymało i myśl, że cię stracę… - potrząsnęłam głową,
nie chcąc kontynuować - I ten głupi doktor. - warknęłam z irytacją -
Próbujący powiedzieć, że ty… ty umarłeś. - pokręciłam głową - Nie znał
cię tak dobrze, jak ja. Jesteś waleczny, zawsze byłeś od dnia, w którym
cię poznałam.
Demi ? - od strony wejścia doszedł mnie cichy głos, a ja odwróciłam głowę, by
ujrzeć stojącą tam Tiffany z uniesioną głową; jej niebieskie oczy
błądziły po pokoju dopóki nie zatrzymały się na moich, a następnie
przesunęły się, by spocząć na śpiącej sylwetce Nialla. . Z poszerzającymi
się oczyma, zakryła usta dłonią, gdy szloch wydostał się z głębi jej
gardła.
Wstając, niepewnie podeszłam do niej i ocierając łzy zamknęłam ją w uścisku.
-
Wiem – zaszlochałam w jej ramionach – Tak mi przykro, że to się stało.
Ja..On wydobrzeje, Obiecuję. Ściskając mnie bardzo mocno, Tiffany
wybuchła przerażającym płaczem i
opadła na mnie, nie będąc w stanie utrzymać się na własnych nogach.
Kręcąc głową, wrzasnęła na widok swojego rannego dziecka.- Mój skarbie –
delikatnie przysunęła się, zajmując miejsce obok Nialla
– Mój skarbie… Mój skarbie… - załkała, gdy przechyliła się, chwytając
jego dłoń w swoją – Mój synku – syknęła, trzymając go. Niepewnie
przesuwając knykcie po jego policzku nie chciała odrywać wzroku od
swojego syna, przyciskając jego dłoń do swojej klatki piersiowej. –
Dlaczego musiało się to tobie przytrafić? Mówiłam Ci, żebyś z tym
skończył, mówiłam ale mnie nie posłuchałeś. - Mówiła a z jej oczu ciągle
spływały łzy które wycierała co chiwla chusteczką leżącą obok. - -
Obiecuję być matką, jaką zawsze przyrzekałam być, ale aby to zrobić
potrzebuję, byś otworzył swoje oczy dla mnie, okej? - zabłagała
łagodnie; jej gardło zacisnęło się z intensywności tego, co odczuwała.
Przełykając z trudem, pozwoliła ich dłoniom nacisnąć na materac, nadal
mocno je trzymała - Proszę, obudź się Niall. Chcemy, byś tego uniknął,
musisz pokazać
wszystkim lekarzom kim jesteś, musisz im pokazać, że jesteś synem,
którego ja wychowałam; silny, nieustraszony chłopak; teraz dorosły –
który mógłby zrobić wszystko, na czym się skupi
Gładząc skórę na jego czole, Tiffany oparła się na stopach, gdy
przycisnęła swoje usta do jego czoła, delikatnie muskając je wargami.
-
Bardzo cię kocham – wyszeptała, zanim usiadła z powrotem i kontynuowała
swoją konwersację, wypełniając chłopaka wszystkim tym, co przegapił
ostatnimi laty.
Wychodząc na korytarz, by dać Tiffany trochę prywatności, oparłam się o
ścianę naprzeciwko pokoju. Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i
odrzuciłam głowę do tyłu, pozwalając moim powiekom opaść. Myślałam o
tych niezliczonych godzinach, które spędziłam tutaj z takimi samymi
nadziejami, że Niall obudzi się w każdym momencie. To irracjonalne myśleć o tym jak wiele ktoś dla ciebie znaczy. Wszystkie
wspomnienia, wszystkie rzeczy, które się stały i słowa, które zostały
wypowiedziane… Myślisz o tym wszystkim i wtedy zaczynasz sobie zdawać
sprawę z tego, dlaczego w ogóle się zakochałeś w tej osobie.
Przerażające jest to, że wystarczy tylko jedna rzecz, jedno zdarzenie, które wywróci twoje całe życie do góry nogami.
A ułamek sekundy zajmuje ci zdanie sobie sprawy jak bardzo potrzebujesz tej osoby.
Dopóki
nie walczą o swoje życie, nie myślisz o fakcie, że mogą cię zostawić na
zawsze. To może się stać w każdym momencie każdego dnia, a osoba którą
kochasz jest ci zabrana bez jakiegokolwiek ostrzeżenia.
Doceniaj
tych, których kochasz i trzymaj ich blisko, bo tylko Bóg wie, kiedy
nadchodzi ich czas. Spraw żeby każdy moment się liczył i z niczym się
nie śpiesz. Pozwól rzeczą poukładać się samemu i ciesz się z tego jak
jest, ponieważ kiedyś nie będzie do tego powrotu i zostaniesz porzucona
na pastwę losu. Zostaniesz w kurzu wszystkich rzeczy, które się zdarzyły
i które mogły się zdarzyć.A to jest miejsce, w którym nikt nie chce
być, bo to cię zje żywcem, dopóki nie będziesz mógł już tego wytrzymać.
-Gdzie on jest? – ktoś krzyknął z końca korytarza, ciężko oddychając przez biegnięcie – Gdzie jest mój brat?
Odwróciłam
się żeby zobaczyć kto to i wtedy zobaczyłam Louisa, brata Nialla.
tojącego z jego ręką opartą na małym stoliku po jego prawej i drugą na
jego kolanie, a on sam pochylał się żeby złapać oddech.
-Louis - zaczęłam podchodząc do niego - co ty tu robisz?
- Co masz na myśli
pytając, co ja tu robię? - warknął - Mój brat jest w szpitalu, czego po
mnie oczekiwałaś? Że zostanę w domu? – przygryzł swoją górną wargę.
Kręcąc się w miejscu, zachowałam między nami dystans i unikałam jego
wkurzonego spojrzenia.
- Przepraszam… nie miałam… mam na myśli, że zadzwoniłam do twojej mamy. Ona ci powiedziała?
-
No jasne, że ona mi powiedziała. Możesz nic nie mówić mi i mojej
rodzinie, ale my tak nie działamy. – przeszedł obok mnie, kontynuując
poszukiwań Nialla
. Zamknęłam mocno oczy i wzięłam głęboki oddech
- Wiem, że jesteś na mnie zły – zaczęłam, ale rozwścieczony głos Louisa mi przerwał
-Zły? Jestem cholernie wkurzony,Demi , ale nie o to tu chodzi! –
zadrwił ze wstrętem – Nie przyszedłem tutaj słuchać twoich rzewnych
historyjek, dobra? Przyszedłem tutaj zobaczyć czy z moim bratem jest w
porządku.
- Oh, masz na myśli tego brata, którego traktowałeś jak
śmiecia, kiedy był w więzieniu? Tego, który zrobił dla ciebie wszystko,
ale ty się od niego odwróciłeś, kiedy tylko nam go zabrali? -
powiedziałam, jadowicie podkreślając każde słowo - Albo ten brat, o
którym powiedziałeś, że go kochasz i bierzesz z niego przykład? Bo w tym
momencie to co gadasz nie ujdzie ci na sucho..
Zwężając oczy, zrobił krok w moim kierunku.
- Może byłem zły i może
czasami myślałem, że nienawidzę mojego brata, ale nigdy, przenigdy, nie
odwróciłbym się od niego wtedy, kiedy najbardziej mnie potrzebował, a
teraz , on potrzebuje swojej rodziny, nie ciebie.
Przełykając ślinę, która utworzyła się w moim gardle, zaczęłam mrugać żeby powstrzymać łzy od wydostania się na wierzch.
- Jakiej rodziny? Nie byliście tutaj dla niego tak, jak ja. - syknęłam w przyciszonym szepcie.
-
To jedna wielka bzdura i dobrze o tym wiesz. - powiedział ze złością,
przewyższając nade mną, kiedy staliśmy koło siebie - Jesteś jak
wszystkie inne, myślisz, że wiesz wszystko, ale tak nie jest. Niall
teraz może myśleć, że cię kocha, ale poczekaj. Zostaniesz zabrana i
wyrzucona jak ta manipulancka, mała dziwka, którą jesteś…
-Louisie Horanie , jak śmiesz mówić do Demi w taki podły sposób?
-Tiffany ostro warknęła podchodząc do nas i wycierając resztki łez. Nie patrząc
się na wzrok Louisa, ugryzłam się w wargę aby się nie rozpłakać.
Pociągając nosem, odsunęłam się od niego o krok.
- Jest w porządku, Tiffany.
- Nie, nie jest kochanie, chodź tutaj. - obejmując mnie ramieniem
przyciągnęła mnie do siebie, pocieszająco głaszcząc mnie po ramieniu jak
matka i podniosła głowę aby popatrzeć się na młodszego brata Nialla.
- Nie masz prawa mówić tak do Demi , albo ogólnie żadnej innej kobiety.
Nic nie zrobiła oprócz tego, że jest tu dla twoje brata i pomimo tego,
że to co się stało nie było prawidłowe, była przy jego boku przy tym
wszystkim. Możesz się z tym nie zgadzać, ale powinieneś cholernie to
szanować.
Twarz Louisa przybrała smutny wyraz, a on sam opuścił ze wstydem głowę,
choć w jego zachowaniu wciąż dopatrzeć można się było wściekłości.
-Ma…
-
Nie chcę tego słuchać – uniosła rękę uciszając go. – Przeproś ją i to
natychmiast.Louis zadrwił z niedowierzaniem, a chwilę potem odwrócił
swój rozbawiony wzrok ode mnie, kierując go na swoją matkę.
- Chcesz, żebym przeprosił?
- Tak
- Okej, ale mogę spytać za co tak właściwie mam przeprosić? – uniósł
głowę, a nieszczery, szeroki uśmiech zagościł na jego twarzy. – Za to,
że nazwałem po imieniu jaka naprawdę jest? – Louis oparł dłonie na
biodrach. – Że niszczy naszą rodzinę? – prychnął. – Że nas wszystkich
okłamuje? - Louis… - poczułam, jak moja dolna warga zaczęła nieoczekiwanie drżeć, i
potrząsnęłam głową w nadziei, że uda mi się przed nim wytłumaczyć.
- Zachowaj łzy dla poduszki, dziwko, bo nic co zrobisz ani powiesz nie naprawi tego, co narobiłaś – wrzasnął. – Ufaliśmy ci, zaakceptowaliśmy twoją obecność w naszej rodzinie, i do czego to doprowadziło? Oszukałaś nas, pozwoliłaś nam uwierzyć, że Niall odnalazł właściwą drogę i wygrzebał się z tego gówna, które w jego
mniemaniu jest jego życiem. Mogłaś powiedzieć nam prawdę, może
moglibyśmy jakoś go przekonać, żeby z tego zrezygnował, i może gdyby nie
twoje kłamstwa, nie leżałby teraz na szpitalnym łóżku z raną
postrzałową w piersi.
-Louis wystarczy ! - Tiffany otworzyła szeroko oczy słysząc słowa swojego syna. – Jak myślisz, jak
poczułby się twój brat, gdyby usłyszał co mówisz? Uspokój się, zanim
zrobisz coś, czego będziesz potem żałował. Teraz idź, zobacz co u
brata, a gdy wyjdziesz, sugeruję ci wrócić do nas z dojrzalszym
zachowaniem i szczerymi przeprosinami. Idź już – powiedziała Tiffany odsyłając go do pokoju Nialla
Bez żadnego słowa, za to z pełnym ignorancji prychnięciem, Louis obrócił
się na pięcie i skierował kroki do pokoju Nialla, po chwili znikając
za drzwiami, zostawiając mnie i Tiffany same.
Louis prychnął, mamrocząc coś chaotycznie pod nosem.
- Pieprzona dziwka – mruknął poirytowany.
Wszedł
do pokoju brata i wszystkie nienawistne myśli wyparowały z jego głowy
niemal natychmiast, gdy jego wzrok zatrzymał się na jego bracie.
-
Ja pierdolę – wychrypiał, otwierając usta ze zdziwienia. - Niech to –
potrząsnął głową, próbując wrócić myślami do rzeczywistości. – To
prawda… ty rzeczywiście… kurwa – przetarł dłońmi twarz, wodząc wzrokiem po wszystkim dookoła. Białe ściany, białe kafelki na szpitalnej podłodze Niall ubrany w szpitalną koszulę, podłączony do niezliczonej ilości maszyn, to było dla niego zbyt wiele.
- Cześć, starszy bracie – wyszeptał. – Pewnie zastanawiasz się, co ja
tu, u diabła, robię… - westchnął, przygryzając język. – Ja sam tego nie
wiem, ale wiem jedno… potrzebuję cię, stary. Potrzebuję mojego brata.
Zbyt wiele wspólnego czasu straciłem i nie chcę dopuścić, by stracić go
jeszcze więcej.
- Byłeś jedynym, z którym zawsze się liczyłem. Byłeś
jedynym, któremu bezgranicznie ufałem, pomogłeś mi stać się człowiekiem,
którym jestem dziś i po prostu… Nie mogę stracić kolejnego rodzeństwa.
Nie mogę cię stracić.
- Pamiętasz, jak uczyłeś mnie grać w baseball? Nie pozwoliłeś mi się
poddać, bo wiedziałeś, że jestem w stanie się nauczyć. Popchnąłeś mnie i
dzięki temu udało mi się w końcu uderzyć piłkę i zaliczyć wszystkie
bazy. Świętowaliśmy potem i przez długi czas, i ani razu nie wypominałeś
mi, że tak długo mi to zajęło. Zamiast tego mówiłeś, że zawsze
wiedziałeś, że uda mi się to zrobić i wierzyłeś we mnie.
- Widzisz,
starszy bracie, ja też w ciebie wierzę. Wierzę, że obudzisz się i
wszystko będzie dobrze. Obiecuję, że z chwilą, gdy się obudzisz,
wszystko wróci do normalności. Kochamy cię, stary, tata, mama i ja.
Nieważne co uważasz, że o tobie myślimy, nic z tego nie jest prawdą.
Przysięgam.
Walcząc z łzami napływającymi mi do oczu zamrugał nimi ponownie, czując ścisk w gardle.
- Bardzo cię kocham.
Przełykając ślinę, Louis oblizał suche usta.
- Pewnie skopiesz mi tyłek gdy tylko się obudzisz przez te bzdury, które
wcześniej powiedziałem. - westchnął - Przepraszam… Nie chciałem wyżywać
się na twojej dziewczynie… Ja po prostu… To, że nigdy nie powiedziała
nam, że nadal jesteś częścią tego, co uważaliśmy za twój stary styl
życia sprawia, że jestem bardzo zły. Nie mogę powstrzymać się przed
zastanawianiem, czy jeśli by nam powiedziała to udałoby nam się to jakoś
odkręcić i nie byłbyś tutaj i nie walczył o swoje życie…
- Wiem, że to szaleństwo tak myśleć, ponieważ nie możemy cofnąć czasu i nie powinienem myśleć o co-jeśli, ale cholera, Niall ryzykujesz swoje życie dlaczego? Dla kilku papierków w twoim portfelu?
Możesz w inny sposób zarobić na życie… nie musisz przez to przechodzić
każdego dnia i w każdej sekundzie swojego życia. Możesz to zakończyć…
możesz się oderwać od tego wszystkiego…
________________________
Tiffany odwróciła się do mnie i zamknęła mnie w swoich ramionach.
- Bardzo cię przepraszam kochanie, nie wiem co w niego wstąpiło. - ochronnie potarła moje plecy.
- Nie ma sprawy, ; ma pełne prawo by mówić to, co powiedział… -
czknęłam, wycierając nos wierzchem dłoni - Okłamałam was i przepraszam.
Nigdy nie chciałam was oszukać, tak jak ujął to Louis. Ma rację,
powitaliście mnie z otwartymi ramionami , a ja zrobiłam coś
niespodziewanego, ale… - westchnęłam - to nie moja rola, by wam to
mówić. Niall i ja przechodziliśmy przez tak wiele i wreszcie udało mi
się przekonać go, żeby się przede mną otworzył. Nie mogłam być przeciwko
niemu, ja…
- Shh kochanie, jest dobrze… Rozumiem.- Tiffany odsunęła się i wytarła moje łzy, trzymając moją twarz w dłoniach -
Wybaczam ci. Powinnam być bardziej wyrozumiała na początku, ale po
prostu byłam taka zajęta i załamana tym, co się dzieje, wyładowałam to
na tobie i nie powinnam, ponieważ nie zrobiłaś nic poza sprawianiem, że
mój syn jest szczęśliwy.
Odwróciłam się, słysząc kroki. Poczułam, jak przewraca mi się w brzuchu
na widok czerwonych oczu Louisa przejechał palcami po włosach,
pociągając nosem. Potarł kark i ruszył w naszym kierunku.
- Nic. - wymamrotał - Nawet nie drgnął.
- To zajmie trochę czasu, zanim się obudzi, . - uspokoiła go
pocieszająco Tiffany - To zajmuje trochę czasu. Po prostu musimy być
cierpliwi. Znasz swojego brata, nienawidzi być w jednym miejscu zbyt
długo. - Louis pokiwał głową, cicho chichocząc.
- Tak. - wychrypiał i westchnął, zanim jego oczy spotkały moje - Wydaje mi się również, że jestem ci winny przeprosiny.
- zaczęłam kręcić głową - Jest oke…
- Nie. - przerwał
- Nie jest. Nie miałem prawa pieprzyć o tobie takich bzdur. Myślę, że po
prostu… to wszystko mnie uderzyło, wiesz? Tak naprawdę nie
uświadamiałem sobie, przez co przechodzi mój brat że do dzisiejszego dnia. Zagubiłem się przez myślenie o tym jak to będzie
stracić kolejną osobę, którą kochasz. - wymamrotał, mając na myśli zmarłą siostrę i od razu boleśnie przekręciło mi się w żołądku na myśl o jego zmarłej siostrze.
- Przepraszam. - mruknęłam.
-
Nie masz za co przepraszać, mam tylko nadzieję, że jesteś w stanie
wybaczyć mi po tym, jak byłem takim dupkiem dla ciebie. - wymusił lekki
uśmiech i podrapał się po głowie z nadzieją, że nie będę tak okrutna i
nie odwrócę się od niego w jego wytrwałości do naprawienia wszystkiego.
-
Oczywiście, że ci wybaczam. - uśmiechnęłam się - I mam nadzieję, że
możesz również wybaczyć mi moje słowa, które powiedziałam. Nie chciałam
stracić kontroli.
- Wszystko jest wybaczone, mała siostrzyczko. -
wyszczerzył zęby w uśmiechu i przyciągnął mnie do siebie, opierając
podbródek na czubku mojej głowy. Chichocząc odsunęłam się z uśmiechem.
- Więc, co teraz robimy? - westchnęłam, powoli podchodząc do wejścia do sali Nialla - Czekamy.
- Dlaczego do niego nie pójdziesz? Ja i mama już sobie z
nim porozmawialiśmy; myślę, że będzie fair, jeśli damy ci również trochę
czasu.
- O nie. - pokręciłam głową - Jest dobrze, miałam z nim już
kilka chwil. Dopiero tu przyjechaliście, proszę, nawet nie myślcie, że
wchodzicie mi w drogę. - uniosłam ręce, pokazując im, by weszli -
Zostańcie z nim ile chcecie.
- Jest dobrze, przyjdę później do niego
zajrzeć. I tak trochę chce mi się pić, pójdę kupić sobie napój i później
wrócę. Jak to brzmi?
- Dobrze.
- Okej, idziesz ma?
- Tak,
muszę ponownie spróbować skontaktować się z twoim tatą. - lekko mi
pomachała i zachęcająco się uśmiechnęła, po czym poszła za Louisem w poszukiwaniu kawiarni.
Gdy tylko zniknęli za rogiem weszłam do pokoju, ignorując głosy doktorów
spieszących do pokoju innego pacjenta dochodzące zza moich pleców. Gdy tylko zniknęli za rogiem weszłam do pokoju, ignorując głosy doktorów
spieszących do pokoju innego pacjenta dochodzące zza moich pleców. usiadłam obok Nialla i złapałam jego dłoń, jej ciepło dodało mi trochę nadziei.
-
Cieszę się, że przyszli. - zaczęłam - Wiem, jak bardzo za nimi
tęskniłeś przez to wszystko, co się stało i teraz masz większy nacisk,
by się obudzić. - zaśmiałam się cicho - Prawdopodobnie mnie zabijesz,
kiedy się obudzisz, ponieważ już wiele razy ci to mówiłam, ale… ja po
prostu… - westchnęłam - Nie mogę wytrzymać, by dłużej z tobą nie być.
Zbyt wiele czasu bez ciebie już straciłam, ja… Ja nie mogę dłużej przez
to przechodzić. To doprowadza mnie do szału. - przyznałam nieśmiało.
Podniosłam jego dłoń i złożyłam na niej delikatny pocałunek
- Kocham cię tak mocno, Niall. Zawsze. - ponownie ucałowałam jego dłoń i bezdennie wypuściłam powietrze
- To obietnica. - przyłożyłam czoło do naszych złożonych dłoni i
pozwoliłam się sobie uspokoić, rozluźniając się. W sali rozbrzmiał cichy
jęk, który zmusił mnie do uniesienia głowy i spojrzenia w kierunku, z
którego się wydobył - Niall ? -wyszeptałam, moje oczy spotkały jego zamknięte.
Rozszerzone usta,
jego oczy otworzyły się drgając, jego wzrok był odległy. Ciężko
odetchnęłam na ten widok, ignorowałam łzy próbujące wydostać się na
wierzch.
- Już czas, by się obudzić. - wyszeptałam, czując motylki
budzące się w moim brzuchu. Przygryzłam dolną wargę i spojrzałam za
siebie, po czym znowu na niego - Prawdopodobnie powinnam zawołać pielęgniarkę, ale nie chcę odwracać od
ciebie wzroku. Nie chcę, byś ponownie zasnął kochanie , dobrze? Słyszysz?
Słyszysz mnie, prawda?
Jego dłoń w odpowiedzi ścisnęła moją. Mocno wciągnęłam powietrze i wsunęłam wargi do buzi, po czym je puściłam.
-
Jesteśmy w szpitalu. Prawdopodobnie czujesz się teraz bardzo źle. -
uniosłam nasze dłonie i przyłożyłam do nich policzek - To zrozumiałe.
Zostałeś mocno zraniony, ale będzie dobrze.
- Shhh… - uspokoił mnie. Szeroko otworzyłam oczy i przygryzłam wargę.
- Przepraszam; czy chcesz coś powiedzieć? - czekając poczułam, jak moje serce przyspiesza z każdą mijającą sekundą - Kochanie?
Niall przełknął suchość w gardle, warcząc z bólu. Odnalazł moje oczy i jego dłoń ponownie ścisnęła moją.
-
Wróciłem do ciebie. - wyszeptał chrapliwie. Zamknęłam oczy na dźwięk
jego głosu, nie mogłam powstrzymać gwałtownego bicia mojego serca
ogłuszającego mnie, gdy spojrzałam na niego z czystym uwielbieniem.
- Dziękuję. - wyszeptałam.
Nie mam już czym płakać... I nie wiem co napisać... ♥
OdpowiedzUsuńTaaaak ! <3 :D Jest zajebiaszyy <3Ja ce następny :D <3
OdpowiedzUsuńAdfquasbrvskrelurjakuib ! Booskiii rozdział !
OdpowiedzUsuń