2014/04/04

ROZDZIAŁ 49

MAM NADZIEJĘ ŻE WAM SIĘ SPODOBA TROCHĘ ZAJĘŁO MI NAPISANIE TEGO DZIĘKUJĘ ZA KOMENTARZE :) MIŁEGO CZYTANIA 

DEMI 

 To było to.
Moment, na który czekaliśmy odkąd przyjechaliśmy do szpitala.
Przełykając ślinę, nic nie mogłam poradzić na to, że mój żołądek wywracał koziołki, kiedy pielęgniarka poprosiła mnie, żebym usiadła.
Popatrzyłam na nią spod rzęs, moje zniecierpliwienie sięgało zenitu, walcząc ze sobą, by znowu  wstać. - Więc? - szepnęłam, spokojna jak nigdy. - Co z nim?
Chowając swój notatnik pod pachę, uśmiechnęła się miło. - Niall przeżył operację.
Zamurowało mnie, pozwoliłam łzą spłynąć po policzkach. - O mój Boże…
Podnosząc ręce, stanowczo pokręciła głową. - Ale jest stan jest dalej bardzo, bardzo ciężki. - Zacisnęła usta, patrząc na całą naszą piątkę. - Nie chcę wam dawać złudnych nadziei. Następne  48 godzin będą naprawdę ciężkie i decydujące.
- Dobrze, chcę być z nim… Chcę siedzieć przy jego boku. - Popatrzyłam na nią z nadzieją, moje serce zaczęło przyspieszać z każdą sekundą. - Mogę? - wyszeptałam ze słyszalnym lękiem w głosie.
Nie mając nam już nic do przekazania, skinęła głową i odwróciła się, by pokazać mi drogę do jego sali.
- Będziemy tutaj czekać. - zza pleców doszedł mnie głos Marcus’a
Odwracając się, energicznie pokręciłam głową. - Nie, w porządku. Będę z nim przez całą noc, a wy potrzebujecie odpoczynku. Wiem, że macie za sobą bardzo długi dzień… Więc, bierz chłopaków… idźcie, weźcie prysznic. Poradzę sobie. 
Poradzę sobie. 
- Demi… - zaczął John, zbliżając się do mnie - Nie wiem, czy to najlepszy pomysł, żebyś tu została, sama.
- Poradzę sobie, okej? Lekarze są przecież wszędzie i nie odejdę od niego, nie ważne co się stanie. Obiecuję. - Uśmiechając się lekko, szarpałam rękaw mojej koszulki chwiejąc się na piętach.
Poddając się, Marcus  oblizał usta. - Dobra, ale jeśli będziesz czegoś potrzebowała, czegokolwiek. Zadzwonisz, dobrze? Nie ważne, która będzie wtedy godzina. Jeśli się obudzi…
- Obudzi się. - przerwałam mu. - Na pewno się obudzi…
- Wtedy zadzwonisz. – Chłopak  przyciągnął mnie do siebie, przyciskając mnie mocno do swojej piersi, a podbródek oparł na mojej głowie. - Wrócimy jutro rano, żeby sprawdzić, co z nim.
Machając im, odwróciłam się i poszłam za pielęgniarką przez korytarz, mijając niezliczoną ilość sal, aż w końcu trafiłyśmy do tej właściwej. 
 Czułam się niepewnie na początku, jednak powoli się uspokajałam, cały czas szepcząc  sobie słowa zachęty. Przygryzając wargę, postawiłam krok w przód, zatrzymując się obok pielęgniarki, mocno wciągnęłam powietrze, wzrok utkwiłam w Niallu , wyglądał okropnie. Jego oczy były zamknięte, a przewody zwisały z każdej strony, jego klatka podnosiła sie i opadała powoli..
Pielęgniarka powiadomiła mnie, że jego stan jest bardzo ciężki i patrząc na to że kula chybiła tylko parę centymetrów to cud że jeszcze żyje. Przejeżdżając po całym ciele Nialla zapisała coś w swoim notatniku po czym schowała go pod pachę i wyszła z sali krzyżując ramiona na piersi, westchnęłam oddychając głęboko i ostrożnie zbliżyłam się do niego. Oglądając go od czubka głowy aż do pięt, walczyłam z obrazkiem jego zakrwawionej klatki piersiowej, który cały czas czaił się z tyłu mojej głowy, usiadłam obok niego na łóżku.  rzyżując ramiona na piersi, westchnęłam oddychając głęboko i ostrożnie zbliżyłam się do niego.
Chowając dłoń pod brodę, drugą rękę trzymałam bezpiecznie na kolanie. - Nie jestem przyzwyczajona do takich rzeczy… Nie wiem co powinnam zrobić, co powinnam powiedzieć. - Zaciskając wargi, walczyłam ze łzami cisnącymi mi sę do oczu. Zabrałam włosy z mojej twarzy, wykręcałam sobie palce, wszystko żeby uniknąć widoku sylwetki Nialla  Wiem, że mnie teraz słyszysz, więc chciałabym żebyś wiedział, że… - Biorąc jego dłoń, uśmiechnęłam się przez łzy. Kocham cię od tak, tak dawna… kochałam cię wcześniej, zanim nawet ci to powiedziałam, po raz pierwszy. Wiem, że to co czuję do ciebie jest bardzo mocne i nie jest jakimś głupim zauroczeniem. To jest coś o wiele większego niż… - Ściskając jego dłoń, wycierałam nos chusteczką, którą wzięłam z jego stolika. - Powinnam była ci to powiedzieć, zanim pojechałeś. Powinnam była powiedzieć, że cię kocham… ale nie zrobiłam tego i teraz nie wiem, czy będę jeszcze miała kiedykolwiek szansę, by ci to powiedzieć…Kręcąc głową, zadrwiłam sama z siebie. - Ale znasz mnie… Wszystko robię źle. Pierwszy raz, drugi w sumie też… Wszystko zawsze chrzaniłam, zanim poznałam ciebie. Nigdy nie byłam doskonała, nie byłam tym, kim chcieli, żebym była moi rodzice i nie jestem, tym czego ty potrzebujesz… Potrzebujesz kogoś, kto to wszystko zrozumie, kogoś, kto będzie wiedział jak trwać przy twoim boku i, to nie będę ja. Ja po prostu - się boję. Po prostu martwię się tymi wszystkimi rzeczami, które mogą pójść źle… i dlatego cię potrzebuję. Potrzebuję cię, żebyś mi mówił, że wszystko będzie dobrze. Potrzebuję, żebyś dał mi drugą szansę… Potrzebuję, żebyś dał mi szansę, żebym mogła to wszystko naprawić. Chcę, żebyś się obudził, popatrzył w moje oczy i pozwolił mi wyznać ci, jak bardzo mocno cię kocham. - wyszeptałam. - tak mocno cię kocham… - wzięłam niepewny oddech, przykładając sobie jego dłoń do mojego policzka. - Kochanie? - delikatny głos dobiegł mnie zza drzwi, zanim ktoś wszedł do pokoju i stanął za mną, kładąc mi ręce na ramionach.Była to moja ciocia pracująca w szpitalu. - On się obudzi ciociu . Wiem, że tak. On mnie kocha. - stwierdziłam bezapelacyjnie.- Wiem kochanie. - wygruchała cichutko, jej palce przejechały po moich łopatkach, a ja wyczuwałam napięcie w jej ruchach. - Jestem tutaj. - uśmiechnęła się delikatnie, przyciskając usta do mojej skroni.pewna, że wyzdrowieje i wszystko będzie ok 
Przybliżając się do Justina, uśmiechnęłam się. - Słyszałeś to, kochanie? Hm? Słyszałeś?Ciocia  powiedziała, że wyzdrowiejesz. - poklepałam jego dłoń. - A wiesz, jak nienawidzi się mylić… - zmusiłam się do lekkiego uśmiechu, próbując zmniejszyć ogromny ból, który czułam. - Więc musisz wyzdrowieć, okej?
- Zostawię was teraz samych; wrócę potem, żeby sprawdzić czy wszystko jest w porządku.
- Hej kochanie… - wymruczałam cicho, czułam wzrastającą frustrację. - Słyszysz mnie? - zastanawiałam się głośno. - Niall , czujesz, że to ja? Czy czujesz, jak mocno cię teraz potrzebuję? - Kręcąc głową, oparłam czoło na naszych dłoniach, modląc się do Boga, by zesłał na nas cud, który go obudzi.
budzi.
- Proszę cię Boże… - wymruczałam delikatnie. - Pozwól mu do mnie wrócić. - Wypuszczając powietrze, popatrzyłam na zamknięte oczy Nialla, poczucie oczekiwania obezwładniło mnie całkowicie. - Wróć do mnie. - wyszeptałam. - Pokaż mi, że jest dobrze. Proszę cię, kochanie, daj mi jakiś znak… jakikolwiek. - błagałam w desperacji.
Wzdychając, poczułam się dziwnie, gadam do siebiem a on tego nie słyszy, już chciałam przestać, gdy poczułam ruch jego ręki pod moją. Patrząc na nią, oddychałam ciężko, mając nadzieję, że sobie tego nie wymyśliłam.
Po kilku sekundach, jego palce drgnęły pod moimi, lekko się zginając.

Po kilku sekundach, jego palce drgnęły pod moimi, lekko się zginając.
Zamarłam, oddech uwiązł mi w gardle, a moje usta szeroko rozwarły się w niedowierzaniu. Zbliżyłam się do niego, jeszcze bardziej. - Niall? - zapytałam niepewnie. - Kochanie, obudziłeś się? - lekko ściskając jego ręce, przygryzłam wargę. - Proszę, czy mógłbyś otworzyć dla mnie oczy?
Poruszył znowu palcami, jego usta lekko się rozchyliły, a ja czułam gęsią skórkę na moich ramionach, czekałam.
- Niall… proszę cię kochanie, otwórz oczy, powiedz coś… cokolwiek. - namawiałam, tak mocno chciałam, żeby się obudził. - Zrób to… no dalej, wierzę w ciebie. - Przygryzłam wargę, żeby go już nie męczyć, ale w środku wariowałam. Musiałam wiedzieć, czy wszystko z nim w porządku.

Zwalniając uścisk naszych dłoni, wstrzymałam oddech widząc jak Niall  powoli unosi powieki, zobaczyłam jego miodowe tęczówki wpatrujące się w przestrzeń, starając się przezwyciężyć zamglony obraz.
- Niall . - wymruczałam zszokowana, moja ręka powędrowała do moich ust w kompletnym niedowierzaniu. - Kochanie, o Boże. - potrząsnęłam głową, przekonując samą siebie, że mi sie to nie przewidziało i on naprawdę do mnie wraca.
Powstrzymując łzy, delikatnie przejechałam palcami przy lini jego włosów, przeczesując jego włosy, popatrzyłam w jego oszołomione oczy. -Niall  kochanie, powiedz coś. Dobrze się czujesz? Coś cię boli?

Bez słowa klatka piersiowa Nialla , unosiła się i opadała z każdym oddechem, który brał, nie mrugał, nie ruszał się. Tylko leżał z szeroko otwartymi oczami, bez jakichkolwiek emocji.

Niall ? - pisnęłam, łzy zaczeły spływać po moich policzkach, szybko je otarłam. Pociągnęłam nosem, odsunęłam rękę i wzięłam głęboki wdech. - Niall … nie. - jęknęłam, widząc, że znowu traci przytomność. - Zostań ze mną, kochanie. Nie zasypiaj. - błagałam, wiedząc, że i tak już jest za późno; znowu zamknął oczy. - Cholera! - wyrwało mi się, poderwałąm się z łóżka i zaczęłam kilkakrotnie uderzać w czerwony przycisk, który wzywał pielęgniarkę. - Zostań ze mną kochanie, zostań ze mną. - szeptałam zdenerwowana.

Ktoś wbiegł do sali, odwróciłam sie i zobaczyłam pielęgniarkę . - Niall  się obudził.
- Co? Kiedy?
- Przed chwilą, ścisnął moją rękę i otworzył oczy, to coś znaczy… prawda? - dotknęłam ją, czekając na odpowiedź. - Tak? To znaczy, że już z nim lepiej.

- Wiesz co Demi ? Myślę, że potrzebujesz odpoczynku. Dlaczego nie pójdziesz i nie napijesz się kawy albo coś, gdy będę go badać, co ty na to?
- Dla… Dlaczego? Wszystko ze mną w porządku , nie chcę kawy.
- Będzie lepiej dla ciebie, gdy wyjdziesz stąd na chwilę. Tylko żeby się przewietrzyć. - Trochę się zirytowała, tym, że musiała wyprowadzać mnie za drzwi. - Idź, wszystko ci powiem, jak tylko wrócisz.
Wiedząc, że i tak nic nie wskóram, wyszłam z sali. Chodziłam po szpitalu, aż znalazłam bufet. Biorąc styropianowy kubeczek, wypełniłam go całego czarną kawą, dodając dwie łyżeczki cukru i mleko, a potem wszystko wymieszałam. Umieściłam nakładkę na kubek i upiłam łyk.
Zamykając oczy, jęknęłam cicho, gdy gorący płyn spłynął mi do gardła, koił mnie i relaksował moje napięte mięśnie, potem ruszyłam z powrotem do sali Nialla, co chwilę biorąc odświeżający łyk kawy. Informując mnie że zrobiła już wszystkie szczegółowe badania i mogę wrócić do sali. 

Zaczęłam wspominać wszystkie chwile spędzone z moim chłopakiem - Pamiętasz jak wtedy w szkole ukrywaliśmy się żeby nikt nas nie zauważył .... albo to jak mi się oświadczyłeś ... albo ten moment kiedy razem chodziliśmy po rozgrzanym od ciepła słońcu  ? Chciałabym, żebyś… się obudził i popatrzył mi w oczy i pozwolił mi powiedzieć, jak mocno cię kocham. - Pokręciłam głową, znowu chwyciłam jego dłonie. - Bardzo cię kocham. - Bezgłośnie płakałam, moje gardło zacisnęło się. - Ja… - zanim mogłam cokolwiek z siebie wydusić, monitory podłączone do ciała Nialla zaczęły gwałtownie piszczeć.
-Niall ? skoczyłam na równe nogi, podbiegłam do drzwi, wzywając pomocy. - Niech ktoś tu przyjdzie! - wykrzyczałam do pielęgniarki w pobliżu. Biegnąc, kobieta w krótkich brązowych włosach, rzuciła się do łóżka Nialla  - osuń się! - rzuciła surowo, sprawdzając wszystkie przewody podłączone do monitora. 
  Co się dzieje?- zapytałam, odwracając się do Nialla - Niall ? ozpałakałam się, nie wiedziałam, co się dzieje. - Co… co się stało? Co zrobiłam? - Byłam przestraszona. - Zrobiłam coś złego? sala dziewiąta. - pielęgniarka mówiła głośno i wyraźnie do telefonu znajdującego się w sali. - Code Blue, IC, sala dziewiąta. - powtórzyła, zanim odłożyła słuchawkę.

Niall proszę nie umieraj .. Niall płakałam, widząc jak pielęgniarka nakłada mu  maskę z tlenem.  Opuścić salę. - wykrzyczał wysoki mężczyzna, kiedy wszedł do sali, tuż za nim podążał młodszy w kitlu. Chwycił metalową szafkę na kółkach, przyciągnął ją do siebie i usiadł obok Nialla
- Co się dzieje?
- Wyjdź z sali, proszę.
- Zatrzymanie oddechu, saturacja spadła do 72%. - wykrzyczała pielęgniarka do lekarza, cały czas przytrzymując maskę z tlenem.
- Ma wstrząs, zacząć reanimację. - rozkazał lekarz, otwierając szafkę.
- Co się dzieje? - powtórzyłam, żądając odpowiedzi, widziałam jak walczą o niego, poganiałam ich w myślach.
- Wyjdź stąd, proszę. - Nawet na mnie nie spojrzał, nie obchodziła go moja obecność, pośpiesznie sięgnął po potrzebne mu rzeczy. - Naładowane do 200. - Trąc dwie metalowe sztabki od defibrylatora, przycisnął je do piersi Nialla - Strzelam. - krzyknął, tak jakby był zmęczony przywracaniem Nialla  do życia.

 -Niall mój Boże. - płakałam, przykrywając dłońmi usta. - Proszę cię, nie umieraj !

- 360, ładuj… teraz! - Usłyszałam brzęczenie, zanim strzał poszedł i dwie sztabki dotknęły ponownie piersi Nialla  elektryzując go w nadziei przywrócenia go do życia.
- Dalej nic.
Lekarz odsunął się od Justin’a, a drugi mężczyzna, który przyszedł z nim, podszedł do łóżka, przyciskając wnętrzę swojej dłoni do środka jego klatki piersiowej, położył na niej swoją drugą rekę i mocno uciskał trzy razy. 
- No dalej. - płakałam, prawie nic nie widząc przez łzy, w moim brzuchu czułam dziwne ugniatanie. - Niall, proszę… - Zacisnęłam powieki, nie pragnąc nic więcej, niż tylko to, by przeżył. - No dalej, kochanie.
- Dobra spróbujemy jeszcze raz z defibrylatorem. - Zarządził lekarz, biorąc w swoje ręce dwie metalowe sztabki, pocierając je o siebie znowu, zanim przycisnął je do piersi Nialla . - Strzelam.
Usłyszałam trzask, zanim ciało Nialla  podskoczyło i opadło znowu, całe wiotkie.

Rzucając lekarzowi ostrożne spojrzenie, pielęgniarka założyła z powrotem maskę z tlenem na twarz Nialla - Dalej bez zmian. - powiedziała.
Uciskając jego pierś dłońmi, inna pielęgniara uciskała trzy razy, zanim przestała.
- Chcesz go odłączyć? - zapytała pielęgniarka, gdy lekarz odłożył sztabki na szafkę, którą wcześniej sobie przyciągnął.
Myśląc, co zrobić, lekarz rozejrzał się, gorączkowo pocierając swój kark. - Zrób to.

- Nie! - krzyknęłam, prawie wypluwając płuca, gdy zrozumiałam o czym mówią. - Nie! - wrzasnęłam, odpychając doktora, napotykając jego twarz, po moich policzkach spływały strumienie łez. - Mój chłopak nie umarł! Nie umarł! Nie umarł! - Piszczałam, zaciskając moje dłonie w pięści i uderzałam lekarza po ramionach. - On nie… - Oddychałam; odwróciłam się do Nialla , przebiegając palcami po moich włosach. - On nie umarł, spróbujcie jeszcze raz! - Okręciłam się na piętach, znowu spotykając twarz lekarza. - Spróbuj jeszcze raz, słyszysz? Spróbuj jeszcze raz! - Wzięłam jego ręce, nakierowując go na Nialla . - On nie umarł. - powiedziałam z determinacją. - Słyszysz mnie? On nie umarł!

- Strzelam! - Krzyknął lekarz, gdy przycisnął do piersi Nialla  dwie sztabki, ostatni raz naciskając na jego ciało, które znowu opadło sztywne, jednobrzmiący pisk pojawił się chwilę potem.

No dalej… - wymruczałam, łzy spływały mi po policzkach w pośpiechu, gdy chwiałam się na moich stopach, w tył i w przód, niecierpliwość aż wrzała we mnie. 

- Mamy go. Mamy rytm zatokowy. - Zawołała pielęgniarka, zabierając maskę z tlenem z jego twarzy i odkładając ją, cały czas sprawdzała jego stan na monitorze. - Jest puls.
- O mój Boże. - wymruczałam, otwierając buzię w niedowierzaniu, nie wierząc w to, co przed chwilą usłyszałam, mój żołądek fikał koziołki z euforii.


4 komentarze:

  1. Poryczałam się :D Bez kituu ;c Rozdział mistrzowski <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurwa!! Ryczę. Jak możesz. Nie wiem nawet co chce na pisać. No cóż, nie jest łatwo zmusić mnie do płaczu a tobie się udało. Jesteś z siebie dumna?...♥ Jeśli mam być zupełne szczera to... Kocham Cię...Kocham to opowiadanie...Kocham te emocje które wybierasz na mnie kiedy to czytam.♥ Już myślałem że Niall umrze :-(
    " Mamy go" wyobrazić sobie mój ryk jak to doczytałam. To jest najlepszy rozdział. ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Płaczę.. Jezuu co za emocje. Najlepszy rozdział !

    OdpowiedzUsuń
  4. Niesamowity! Chyba, każdy kto czytał to się popłakał. <3<3

    OdpowiedzUsuń