2014/04/09

ROZDZIAŁ 51



- Wróciłeś dla mnie… - Ciągle kręcąc głową, wgapiałam się w niego z taką nabożnością, jakby był jakimś świętym. - Naprawdę tu jesteś, ty… - Szybko całując go w policzek, w myślach dziękowałam Bogu, że mi go zwrócił. Odsuwając się, otarłam twarz z łez i podeszłam do drzwi sali. - Pielęgniarka!
Jęcząc, Niall  zacisnął powieki, poruszając się powoli, chcąc tylko poruszyć palcami, nieprzyzwyczajony do sztywności swojego ciała.
- Wszystko w porządku? Potrzebujesz czegoś? - Wyszeptałam, uspokajającym tonem spod drzwi, nie chcąc oszołomić go zbyt wysokimi dźwiękami, do których jego uszy mogły się jeszcze nie przyzwyczaić.
Kręcąc głową, Niall uśmiechnął się lekko. - Za bardzo sie martwisz. - Zakaszlał, chwytając sie za klatkę piersiową.
- Mam prawo się o ciebie martwić; właśnie obudziłeś się po ciężkiej operacji. - Westchnęłam, patrząc na niego ze zdziwieniem ze względu na jego dobór słów. - Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale…
- Przepraszam. - Zaskoczył mnie głos, gdy grupa pielęgniarek weszła do sali, patrząc na Nialla , a potem zaczęły krzątać się po całej sali, sprawdzając różne wykresy i wyświetlacze na każdym urządzeniu.
- Panie Horan, proszę podążać wzrokiem za światłem. - Włączył latarkę, a potem przesunął ją obok prawego oka Nialla, następnie palcem
wskazującym wodził przed jego oczami. - Dobrze, reaguje pan na moje polecenia. Ma pan jakieś bóle?
- Moja klatka. - Wychrypiał, a jego oczy starały się znaleźć moje, w tym tłumie ludzi wokół niego, niestety bez skutku. Jednak czekał cierpliwie, słuchając uważnie zaleceń lekarza.
- To normalne, ponieważ dopiero co się obudziłeś po tym brutalnym ataku. Zaaplikowaliśmy ci już dożylnie środki przeciwbólowe, które zaczną działać w przeciągu kilku sekund.
- Dziękuję. - Jęknął ciągle leżąc, a jego ręce spoczywały na jego brzuchu, przestał patrzeć już w moją stronę.
- Niedługo wrócimy. Proszę starać się niepotrzebnie nie ruszać i nie denerwować się. Chyba nie chce pan, żeby coś spowodowało zdenerwowanie u pana, albo przekroczyło pańskie możliwości. Jest pan ciągle bardzo słaby.
Kiwając głową, ale nic nie mówiąc, Niall chrząknął dopiero, gdy odeszli.
- Zadzwoniłam do twojej mamy że się obudziłeś. - Cicho wtrąciłam, powoli podchodząc do jego łóżka.
- Do mamy? - Szok, który pojawił się na jego twarzy, spowodował że moje serce ścisnęło się, niedowierzanie czaiło się w jego oczach.
- Zadzwoniłam do niej, jak cię tu przywieźli. Myślałam, że są małe szanse, że… powinna wiedzieć, że jej syn jest w krytycznym stanie.

Oblizując spierzchnięte usta, Niall skrzywił się, gdy dreszcz przeszedł do jego ciele. - Dziękuję. - Wyszeptał, jego oczy aż błyszczały z uznania.
- Wszystko dla ciebie, wiesz o tym. - Uśmiechnęłam się, chwytając jego dłoń i ściskając ją lekko.

 Zza pleców usłyszałam ciepły głos Tiffany, która weszła właśnie z Louisem i ze łzami w oczach podbiegła do Nialla chwytając delikatnie jego dłoń i przykładając ją do zapłakanej twarzy. - Już nigdy Cię, nie zostawię, obiecuję, że będę dobrą matką. - Powiedziała a w jej głosie można było wyczuć troskę i miłość jaką dażyła syna.

-Fajnie Cię znowu widzieć starszy bracie - Powiedział Louis klepiąc Nialla po ramieniu. Starał się być twardy i pokazać bratu, że jest już dorosły ale po paru chwilach on też się rozkleił. 
Jak się czujesz? - Uśmiechnął się, przechylając swoją głowę na bok, a dłonie mocno wepchnął do kieszeni swoich spodni, jednak jego kciuki wystawały z nich, dokładnie jak u jego brata.
-Chciałem powiedzieć, że ... oj pieprzyć to - powiedział Louis spoglądając na mamę która zdenerwowała się jego doborem słów - tęsniłem 

- Ja też. - Wykrztusił ochrypłym głosem, obejmując go tak mocno, jak tylko mógł, a potem, jego ramiona bezwładnie opadły.
- Chociaż ciągle jestem na ciebie zły, ale zachowam to na później, jak już wydobrzejesz. - Uśmiechając się, cofnął się i stanął ramię w ramię z Tiffany
- Już nie mogę się doczekać. - Zarechotał Justin, kręcąc głową, z ogromnym uśmiechem na ustach.
- Przyjechaliśmy, jak najszybciej mogliśmy. - Pośpieszny głos, dobiegł nas z korytarza. - ale Marcus oczywiście szykował sie w nieskończoność, dobrze wiesz, że zachowuje się jak dziewczynka, gdy chodzi o te jego przeklęte wło… - Przerywał w pół zdania, gdy wszyscy odwróciliśmy się w jego stronę. Zobaczyliśmy Liama jedną stopą w drzwiach, w ręku trzymał balony, gwałtownie się zatrzymał, co spowodowało, że chłopaki po kolei wpadali mu na plecy. Ignorując to,  uważnie przyglądał się członkom rodziny Nialla a seria przekleństw ewidetnia przelatywała przez jego głowę. - Cholera. - Wychrypiał, niezgrabnie drapiąc się po karku. - To znaczy, przepraszamy, że przerywamy. - Odchrząknął. - Nie wiedziałem, że masz gości. Demi  zadzwoniła do mnie i powiedziała, że będziesz sam… - Grzecznie uśmiechając się do Tiffany , ostrożnie popatrzył na Louisa, a dopiero potem przeniósł wzrok na Nialla.
- Wszystko w porządku stary. - Zaśmiał się, chociaż wiedziałam, że też odczuwał tę pełną napięcie ciszę pomiędzy nami wszystkimi. - Mamo, to jest Liam, Liam to jest moja mama. - Wskazał na ich dwójkę po kolei.
- Miło mi panią poznać. - Podszedł bliżej, wyciągając rękę w stronę Tiffany, która popatrzyła na nią sceptycznie, ale potem grzecznie wzięła jego dłoń i uścisnęła ją.
- Mi ciebie też. - Uśmiechnęła się przez zaciśnięte wargi, zanim odwróciła się do Nialla. - Cóż, myślę, że lepiej pójdziemy już do domu, trochę się odświeżyć. Wrócimy później, razem z tatą. - Całując go w czoło, a potem wytarła buziaka kciukiem. - Spróbuj się nie przemęczać. - Zasugerowała po matczynemu, przeciskając się obok nas i przytulając mnie, zanim odeszła.
- Cóz, to było niezręczne. - Wyśpiewał Marcus, chwiejąc się na piętach.
- Proszę, mów mi jeszcze… - Wyjęczał Niall, opadając na łóżko.

- A tak przy okazji, dzięki że nas też przedstawiłeś. - Marcus splunął figlarnie i skrzyżował ramiona na piersi, patrząc na  Nialla.- Przepraszam, gdzie się podziały moje maniery? - Zadrwił , wywracając oczami. - Może jeszcze powinieniem opowiedzieć jej, jak
przeprowadzamy razem interesy. Tak, to byłoby jak wisienka na torcie.


- Patrząc na to, jak na nas patrzyła, wątpie żeby się nie domyślała.
- Jednak wolę pozwolić jej wyobraźni działać, niż w jakikolwiek sposób potwierdzić jej przypuszczenia. - Niall wzruszył ramionami, po czym jego oczy powędrowały do balonów, które przyniósł Liam. - To dla mnie? - Figlarnie poruszył oczami. - Och, nie musiałeś Liamie Nathanielu Santos.

Marszcząc brwi, prychnął z niesmakiem. - Masz szczęście, że kocham ten twój wkurzający, chudy tyłek, bo musiałbym sprawić ci lanie, za te słowa.
Niall uśmiechnął się zarozumiale. - Och nie spróbowałbyś, nie okłamuj się.

- Jesteś na pewno zmęczony… - Wymruczał niezrozumiale Marcus, pocierając kark. - Lepiej już pójdziemy i odwiedzimy cię później. Odpocznij trochę, bo wyglądasz naprawdę okropnie.
- Tak się właśnie czuję. - Wymamrotał Niall , nie mogąc powstrzymać nagłego uczucia senności, który przyszedł.
- Do zobaczenia. - Odchodząc, Marcus jak i cała reszta, przytulili mnie na pożegnanie, a potem zniknęli za drzwiami, udając się korytarzem do wyjścia.

Po tym jak Niall zasnął, lekarze i pielęgniarki przychodzili i wychodzili, dokładnie co godzinę, by sprawdzić czy wszystko jest z nim w porządku.
Była 12.30, a ja byłam wyczerpana, ale cicha obecność Nialla tak blisko mnie, pomagała mi się odprężyć w tych wielkich - naprawdę wygodnych - szpitalnych krzesłach.
Pielęgniarka numer trzy weszła właśnie do środka, sprawdzając kartę Nialla i porównując obecne wyniki z poprzednimi zapiskami, jego tętno i inne ważne rzeczy, które musiała dokładnie sprawdzić.
Zamykając kartę, wsunęła ją sobie pod pachę, posyłając mi sympatyczny, urzekający uśmiech. - Pan Horan est coraz silniejszy, jeśli chciałabyś pójść do domu… - Zapytała sugerując mi tym samym, że powinnam pójśc do domu, widząc, że ciągle jestem w tej samej pozycji, co zeszłej nocy.
Pokręciłam głową. - Nie, dziękuję. - Uśmiechnęłam się ciepło. - Wolałabym zostać tutaj, jeśli oczywiście mogę.

Kładąc mi rękę na ramieniu w pocieszającym geście, kiwnęła głową na znak zgody, zanim odeszła, zostawiając kartę w otworze na drzwiach, co
znaczyło, że wszystko zostało sprawdzone, przez jedną z odpowiedzialnych za to pielęgniarek lub lekarzy, które przychodziły tu co godzinę.

Przygryzając wargę, schowałam moją wolną rękę pod kolano, gdzie skrzyżowałam ją z drugą, rozważając czy obudzić Nialla czy też nie. To wszystko było dla mnie niezrozumiałe, właśnie parę godzin temu nie wiedziałam nawet czy on przeżyje, a teraz żył i no cóż, bałam się, że w każdym momencie ktoś mi go odbierze. Pozwalając tej myśli zniknąć z mojego mózgu, położyłam moją rekę na jego ramieniu i deliktanie nim potrząsnęłam. - Nial ? - Wyszeptałam, potrząsając nim jeszcze raz, gdy grymas wykrzywił jego twarz. - Obudził się Z jego gardła wydobył się delikatny pomruk, zmarszczył brwi, a potem je rozluźnił i otworzył oczy, mrugając, żeby przyzwyczaić się do jasnego światła gdy w końcu jego oczy dostosowały się odnalazł moje, a serce zaczęło mi bić jak oszalałe.
- Hej. - wychrypiał, a prawie niewidoczny uśmiech pojawił się w rogu jego ust.
Czerwieniąc się, złapałam włosy, które wyleciały zza mojego ucha. - Hej. - odpowiedziałam cicho, moje oczy promieniowały radością, gdy popatrzyłam na niego. - Jak się czujesz?
Jęcząc, poruszył się odrobinę na łóżku i znowu zaczął mrugać oczami, z powody ostrych promieni światła wpadających do sali. - Lepiej. - Wychrypiał, przełknął ślinę, by choć trochę nawilżyć suche gardło.
- To dobrze. - Zmarszczyłam troskliwie brwi. - Czy twoje klatka dalej boli?
Lekko skinąwszy, skrzywił się, gdy przeszywający ból znowu przeszedł przez jego ciało. - T-tak. - Wyszeptał.
- Przepraszam kochanie. - Wymruczałam, marszcząc brwi.
Cicho chichocząc, chciał coś powiedzieć, ale przerwał mu kaszel, jednak szeroki uśmiech dalej tkwił na jego ustach.
Moje oczy rozszerzyły się, a moje usta instyktownie się rozchyliły. - Przestań. - Ostrzegłam. - Przestań tak robić. - Westchnęłam z frustracją, patrząc na niego ostrzegawczo.
Jego wzrok zmiękł, wpatrywał się w moje oczy, a potem ostrożnie powiedział. - Wyglądasz na zmęczoną.
Prychnęłam, znowu się uśmiechając. - Tak, jestem zmęczona. - Przyznałam, oblizując usta. - ale nie powinieneś tego zauważyć. Powienienieś powiedzieć, jak oszałamiająco dzisiaj wyglądasz skarbie, wróciłem do ciebie, żeby spędzić z tobą resztę mojego życia. - Westchnęłam, mocno zaciskając usta, a palące uczucie przebiegło przez całe moje ciało.

- Tak. - Mrugnął. - To też.
Figlarnie przewróciłam oczami, zaczęłam bawić się nitkami, wystającymi z pościeli, próbując utrzymać moją głowę w jednym miejscu, żeby nie chwiała się w różnych kierunkach, chcąc skupić się tylko na tych dobrych rzeczach.
- Hej. - Niall wyszeptał, jego ręka poruszyła się szukając mojej i kiedy się spotkały, uścisnął ją, chcąc żebym popatrzyła na niego, ale ja nie chciałam. Nie mogłam patrzeć w jego oczy, jeszcze niedawno zamknięte, oczy które kilka godzin temu nic nie widziały.
Szczerze mówiąc bałam się. Bałam się, że w sekundzie, w której odwrócę się i popatrzę na niego, on znowu wróci w tamto miejsce i znowu nie będę mogła go mieć. Nie po tym postępie, który zrobił.
- Skarbie… - Namawiał mnie, powodując, że w moim brzuchu pojawiło się pełno motyli, podczas gdy delikatnie dotykał mojej ręki, miękki oddech wypłynął z jego ust. - Demi popatrz na mnie 
Kręcąc głową, odwróciłam wzrok na nasze dłonie, czułam łzy cisnące mi się do oczu. - Nie chcę.
- Dlaczego nie? - Mogłam wyczuć zmieszanie skrywane za jego słowami.
- Bo… - Wymamrotałam, czułam zaciskające mi się wnętrzności z powodu konfliktu narastającego między nami.
- Bo co? - Wyczuwałam sporą frustrację w jego słowach, ale nie dopuszczałam jej do siebie. - Posłuchaj, jeśli chodzi o to, co powiedziałem wcześniej, nie chciałem…
- To nie to. - Zakładając włosy za ucho, wzięłam głęboki wdech, czując jego ciepłą dłoń pod moją. Zawierając swoje palce dookoła jego, przełknęłam ślinę, znowu go ściskając. - Ja…
- No, no, no. - Zawołał z tyłu jakiś głos, co spowodowało, że oboje odwróciliśmy się, by zobaczyć kto to. W drzwiach zobaczyliśmy Johna z chłopakami za plecami. - Czyżby to Horan , jak się czujesz?
- Nie sądzę, że to dobry moment…
- Przeszkodziłem wam w czymś? - Zastanowił się na głos, odzwierciedlając wszystkie inne pytania, które czaiły się w otaczającej nas niezręczności.
- Tak. - Nie.
Walcząc z chęcią skrzywienia się w proteście, zamknęłam oczy, próbując się uspokoić. - Nie przeszkodziłeś. Po prostu wrócę później. -
Odpowiedziałam cicho, lekko się uśmiechając, dając tym samym znak, że wszystko jest w porządku, minęłam ich i pozwoliłam im pogadać w spokoju.

- Co to było? - zapytał John. Wskazując na mnie, gdy myślał, że jestem już poza zasięgiem słuchu. - Nie wiem. - Pokręcił głową, wyraźnie gorzej się czuł. - Wszystko wygląda dobrze i potem nagle przestaje się odzywać. Wiem, że jest
zdenerwowana, cholera, też bym był, gdyby leżała na tym łóżku, zamiast mnie, ale nie chcę ciszy, potrzebuję słyszeć jej głos. Brakowało mi jej do kurwy nędzy. - Pozwalając swojej głowie opaść znowu na poduszki, głęboko odetchnął.


- Musisz dać jej trochę czasu. - John odparł. - Naprawdę przez dużo przeszła i już myślała, że byłeś umarlakiem. Fakt, że leżysz tutaj, oddychasz, a nawet mówisz jest szokujący, patrząc na to, jak mocno oberwałeś. Parę centymetrów w lewo i miałbyś przedziurawione serce. Nie jest przyzwyczajona do tego - podziału na śmierć i życie. Cały czas uczy się nowych rzeczach o nas, no a to co się stało jest jedną z nich. 

3 komentarze:

  1. Jak zawsze świetne! Za każdym razem jak widzę, że jest nowy rozdział potrzebuje chwili do ogarnięcia się. Banan z twarzy nie chce mi schodzić. :D ♥

    OdpowiedzUsuń