2014/04/13

ROZDZIAŁ 52

- Wiem, wiem. - Niall  wyszeptał przymilnie. - Po prostu nienawidzę, jak nie mogę jej trzymać w ramionach. Myślę, że powinna wiedzieć, że nigdzie się nie ruszam bez niej. Mogłem tam zostać, mogłem to wszystko zostawić, ale nie potrafiłem. Wróciłem dla niej.

Otwierając buzię by coś powiedzieć, pielęgniarka numer cztery weszła spacerowym krokiem, by zbadać Nialla, przerywając mu krótko. - Przepraszam. - Przepychając się obok chłopaków, by wziąć kartę pacjenta. Otwierając ją, sprawdziła dane zapisane na karcie, a potem sprawdziła przewody biegnące od Nialla do wszystkich maszyn.
Stojąc w wejściu, założyłam ręce na piersi, przyglądając się pielęgniarce, która wpisywała różne rzeczy do karty, a potem skupiła całą uwagę na nim. - Jak się pan czuje, panie Horan?
- Dobrze. - Wyskrzeczał, opadając na łóżko, jego oczy odnalazły moje, ale odwróciłam się, zanim miał okazję, by mi się przyjrzeć.
- Jak dla mnie wszystko przebiega prawidłowo; wrócę później razem z pańskimi lekarstwami. Proszę, spróbuj trzymać się z daleka od czegokolwiek, co mogłoby pana mocniej zdenerwować. - Spoglądając zza chłopaków, posłała mu ciepły uśmiech. - Chyba pan nie chce, żeby pana serce biło jeszcze mocniej.
- Może być pani pewna, że nie.
Rzucając mu żartobilwe, ale ostrzegające spojrzenie, odwróciła się na piętach, biorąc ze sobą jego kartę i opuściła salę.
Śledząc wzrokiem pielęgniarkę, gdy wychodziła,
Cóż, dokończymy tę rozmowę później. Muszę-Powiedział John 

- Zadzwoń, jeśli będziesz czegoś potrzebowała. -Powiedział Marcus po czym  minął mnie, zanim zdążyłam mu cokolwiek odpowiedzieć, a potem wszyscy odeszli, zostawiając mnie sam na sam z Niallem 
Rzucjąc moją dolną wargę, w duchu przeklinałam siebie, ta cisza otaczająca nas była nie do wytrzymania.

- Widziałem Jazzy. - Chrapliwy głos Justina dobiegł mnie, wytrącając mnie z zamyślenia.
Rozszerzając oczy ze zdumienia, tego co właśnie usłyszałam, popatrzyłam na niego, jakby miał z dziesięć głów. - Co?
- Powiedziałem, że widziałem Jazzy. - Bawiąc się prześcieradłem, popatrzył mi w oczy, pierwszy raz od chwili, gdy się obudził, nasze oczy się spotkały i natychmiast napełniły się łzami, zamglając mi wizję. - Rozmawiałem z nią, wybaczyła mi, to co zrobiłem. Wiesz, chciała żebym z nią został, żebym doglądał z nią wszystkich was, i wiesz co jej odpowiedziałem?
- Co? - Wyszeptałam.
- Powiedziałem nie. - Wydusił z siebie. - Mogłem znowu być z moją małą siostrzyczką, ale odmówiłem jej, bo nie mogłem zostawić…ciebie.

-Niall...
- Poczekaj. - Pokręcił głową. - Opowiedziałem jej o tobie wszystko, o tym jak mocno by cię pokochała, gdyby nadal żyła. Powiedziałem jej, że pomimo tego, jak mocno ją kocham, nie mógłbym zostawić ciebie. Wróciłem tu, dla ciebie, a ty nawet nie możesz spojrzeć mi w oczy, gdy z tobą rozmawiam. Wiesz, co to oznacza dla mnie?
Kiedy się nie odezwałam, kontynuował. - Że cię nie obchodzę.
Kręcąc głową w zakłopotaniu, popatrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami. - Jak możesz coś takiego mówić?
- Cóż, czego się spodziewałaś, skoro nawet nie chcesz ze mną rozmawiać? Obudziłem się, a jedyne co robisz to siedziesz z boku i się przyglądasz. - Wybuchnął , jego ciepłe dotychczas oczy skryły się całe w ciemności.
Przygryzając wargę, spojrzałam gdzieś w dół na parę sekund, a potem znowu odnalazłam jego oczy. - Czy wiesz, jak to jest, dowiedzieć się, że twój chłopak został postrzelony? - Pytałam, cała się trzęsąc, a łzy ciekły mi po policzkach. - Czy wiesz, jak to jest, zobaczyć krew swojego chłopaka pokrywająca czyjąś koszulkę? - Moje brwi uniosły się pytająco. - Wiesz? Jakoś nie sądzę. - Wyszeptałam.

- Poczułam się, jakby cały mój świat się zatrzymał. Nie mogłam złapać oddechu; czułam się, jakby wszystko, co znam powoli rozsypywało mi się pod stopami. Nie wiedziałam, co mam robić. Zaczęłam bić Marcusa , mówiąc mu, że jest kłamcą, że nie narażałbyś swojego życia. Że nic tak… podłego, nie mogło się wydarzyć. Nie mogłam uwierzyć. Wiesz, kilka godzin temu widziałam cię, a potem w ułamku sekundy, ułamku  Justin. - Podkreśliłam. - zabrali mi ciebie, ot tak po prostu. - Strzeliłam dłońmi w uda. - Bez żadnego ostrzeżenia.
- Przepraszam.
- Przepraszasz? - Odpowiedziałam ściszonym głosem. - Nie jest ci przykro… czujesz się winny. - 

Westchnęłam, zaciskając usta, zastanawiając się nad nastepną myślą. - Twoje serce stanęło, wiesz? - Chciałam, żeby zabrzmiało to spokojnie, ignorując na razie jego przeprosiny. - Pielęgniarki powiedziały, żeby przestał. Chcieli powiedzieć, że umarłeś, chcieli potwierdzić twoją śmierć i pozwolić ci odejść. - Przymknęłam na chwilę oczy, gdy wspomnienia wróciły. - Zaczęłam krzyczeć, piszczeć, weszłam tu i byłam w stanie trząść tobą, jeśli bym musiała. - Walczyłam z delikatnym uśmiechem, przesuwając się do niego coraz bliżej. - To byłoby trudne, prawda? - Wycierając twarz z łez, czułam się jak idiotka, współczucie rosło we mnie, gdy spoglądałam na Nialla czułam się żałośnie, że ciągle odtwarzałam to co się stało, a nie uczestniczyłam w tym, o było tuż przede mną.
Biorąc jego dłoń, pocierałam ją kciukami. - Oni w ciebie nie wierzyli, ale ja tak.

Rozczulając się chłopak złapał moją rękę składając na niej delikatny pocałunek- Jesteś wojowniczką i najsilniejszą kobietą jaką znam. Jeszcze raz Cię przepraszam. - Spojrzał na mnie po czym otarł moje łzy i posłał mi szczery uśmiech. 

Chwilę potem zauważyłam, że na sali nie jesteśmy sami. Leżała tam mała dziewczynka, która bawiła się swoją lalką, powolnie zdejmowała jej ubranka po czym zakładała inne i tak w kółko. Jej oczy skupione były na pustej przestrzeni i były jakby nieobecne. Na jej twarzy nie widziałam uśmiechu ani nawet śladu zadowolenia. Rozejrzałam się a w okół nie było jej bliskich. Zrobiło mi się przykro i gładząc rękę Nialla opuściłam ją podchodząc do dziewczynki. - Hej jestem Demi - Przedstawiłam się starając się nie speszyć dziewczynki. - Emma - Powiedziała a jej twarz nie zmieniła wyrazu nawet na chwileczkę - Może mogę Ci w czymś pomóc ?  - Zapytałam zaciekawiona zakładając kosmyk włosów za ucho - Czy mogłabyś powiedzieć mi czy już jest noc ? - Spojrzałam na nią jeszcze raz po czym wszystko stało mi się jasne .

 Dziewczynka była niewidoma. -Nie jest południe - Złapałam ją za małą dłoń po to aby nie czuła się osamotniona. Potarłam rękę dziewczynki spoglądając na Nialla i nie wiedziałam co mam zrobić w okół nie było jej rodziców od czasu do czasu przychodziła tylko pielęgniarka sprawdzając stan dziewczynki. - Może razem pobawimy się twoimi lalkami ? Są bardzo ładne - Powiedziałam po czym otarłam łzę która zakręciła się w moim oku - Dobrze, ty też jesteś piękna - Nie rozumiałam tego do końca ponieważ dziewczynka była niewidoma, ale nie drążyłam tematu. Mówiłam powoli i wyraźnie a po chwili sen zmorzył jej oczy i zasnęła. 

Do sali weszła jedna z pielęgniarek i poprosiła Justina, żeby przewodził wzrokiem za światłem po czym spojrzała na monitor i spisała różne wyniki. -Jest pan na dobrej drodze do wyzdrowienia jeżeli pójdzie tak dalej to za trzy dni wypiszemy pana ze szpitala. Oczywiście przez pewien czas będzie musiał pan przychodzić na regularne kontrole i czeka pana rehabilitacja ale proszę się nie martwić widzę że mam tutaj dobrą opiekunkę - Powiedziała z uśmiechem na twarzy wskazując na mnie .

4 komentarze:

  1. Mam pytanko... Na zmianę używasz imion Niall i Justin, bo trochę się gubię i nie wiem czy nie zrozumiałam czegoś czytając czy tak ma być?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj przepraszam tam ma być Niall po prostu pomagałam koleżance w pisaniu a ona ma bloga o Justinie i mi się cały czas myliło haha

      Usuń