2014/06/24

Rozdział 61

NIALL POV

-Nie pójdę do żadnego zasranego gabinetu proszę zaprowadzić mnie do mojej narzeczonej - Krzyknąłem wyrzucając ręce w powietrze. Lekarz przetarł czoło i spojrzał się na mnie a ja byłem już gotowy rzucić się na niego żeby tylko podał mi numer tej pieprzonej sali. Przeszliśmy przez długi korytarz mijając ludzi którzy wychodzili załamani z poszczególnych sal, naprawdę nie znoszę szpitali. 

Po lewej stronie znajdowała się mała jednoosobowa sala. Stanęliśmy przed nią a kiedy chciałem wejść lekarz złapał mnie za bark i spoglądając mi w oczy powiedział - przykro mi - cokolwiek to znaczyło nie zastanawiając się długo popchnąłem drzwi i wszedłem do sali. 

Nigdy nie zapomnę tego widoku. Demi leżała lekko uśmiechnięta na łóżku...... była blada. Uklęknąłem obok niej i cicho wyszeptałem jej imię do ucha. Nie reagowała, lekko szturchnąłem jej ramię, nadal nic. Przyłożyłem rękę do jej odkrytego brzucha, poraziło mnie jej zimno. Ciało miała blade, zimne. 
Mój oddech stał się ciężki bo wiedziałem co się stało. 

Moje oczy zapełniły się łzami a wszystkie mięśnie zesztywniały. Drżałem niemalże z nerwów, nigdy nie sądziłem, że do tego dojdzie, gdybym tylko mógł coś zrobić. Przytuliłem ją mocno do siebie oddając trochę ciepła, ale ona nawet nie drgnęła.
Nie radziłem sobie kompletnie z tą sytuacją. 
Do sali wszedł lekarz i pielęgniarka. 
-Co wy jej zrobiliście ?! Wszystko miało się udać ! A ona leży tutaj martwa ! -Krzyczałem i zalewałem się łzami

-Wystąpiły pewne komplikacje, jej organizm był osłabiony - Powiedział doktor zapisując coś w swoim notesie - Przykro mi - Dodał bez żadnego wyrazu twarzy

-Mi też - Powiedziałem uderzając go pięścią w twarz 


Upadł na ziemię a z jego nosa zaczęła sączyć się krew. Podbiegła do niego pielęgniarka. 
Ja zaś ze łzami w oczach wróciłem do Demi byłem wściekły na cały świat.

-Zadzwonimy na policję za atak na niewinnego człowieka - Krzyknęła pielęgniarka

-Nie nie róbcie tego, rozumiem co przeżywa ten młody człowiek - Odparł doktor 

Podziękowałem mu jedynie zapłakanym wzrokiem, nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Wszystko wydało mi się już takie bezsensowne. Kazano mi wyjść z sali. Zacząłem się rzucać w szpitalu po wszystkich. Nie umiałem się opanować. Chciałem iść do niej i ostatni raz mieć w swoich ramionach. Nie pozwolili mi, powiedzieli stanowczo nie. Nie miałem już nikogo. Kiedyś było mi łatwiej. A teraz ? Płaczę jak mały chłopiec. Nawet gdy nie byliśmy razem wiedziałem, że gdzieś tam jest. Mogliśmy nie rozmawiać ze sobą trzy tygodnie ale wiedziałem, że jest, że żyje .

W szpitalu siedziałem do szóstej nad ranem. Nie wiem dlaczego, chyba miałem nadzieję, że wszystko się zmieni, że odżyje...Sam siebie oszukiwałem Wiem, że zawsze będzie żywa w moim sercu, już nigdy nie będę z inną kobietą nie potrafiłbym. Kiedy znowu to do mnie dotarło płakałem jak małe dziecko. Wszystko załatwi szpital. Pogrzeb to w co ma być ubrana itd. Wyszedłem z budynku i skierowałem się na naszą plażę.

Tak bardzo wtedy chciałem umrzeć, żeby mnie coś rozjechało albo potrąciło, nie myślałem racjonalnie. 
Sam jak palec siedziałem na naszej plaży rozmyślając o tym jak dalej potoczy się moje życie bez niej. 
Odblokowałem telefon i spojrzałem na telefon. Jej śliczna buzia teraz taka blada... przypomniały mi się wszystkie chwile razem z nią. Była moją księżniczką, jedyna mnie rozumiała, kochała wracać do domu przebierać się w dresy i zajadać się skitlesami. 

Pamiętam ostatni raz kiedy się widzieliśmy.... była taka radosna w jednym momencie była obrażona tylko po to żeby się pogodzić. Kochałem budzić się w jej ramionach i codziennie powtarzać jak bardzo ją kocham, ale to już się skończyło . Otarłem łzy. Siedziałem chyba do dziesiątej na tej plaży. Tak bardzo chciałem cofnąć się w czasie i sprawić żeby te wszystkie wydarzenia te złe, rozstania, oszustwa, nie miały miejsca. Chciałbym móc spędzić z nią więcej czasu, czułem jakby siedziała obok mnie. Ale nie mogłem z nią porozmawiać ani jej przytulić już nigdy więcej.
Wolałbym nigdy z nią nie być, nigdy jej nie poznać niż stracić w momencie kiedy była dla mnie najważniejszą osobą na całym tym popieprzonym świecie. Mógłbym się z nią rozstać gdyby ktoś powiedział mi że będzie żyła. Zniósł bym to że jej nie zobaczę ale że żyje i jest gdzieś tam szczęśliwa. 

Kolejne dwa dni spędziłem w łóżku wtulając się w jej poduszkę. Czułem jeszcze zapach jej ciała. Wszystko leżało w pokoju tak jak tamtego dnia, nie ruszyłem nic, chciałem żeby tak zostało. Nie jadłem, nie spałem, nie piłem.  Cały czas rozmyślałem o niej, o nas. 
Rodzice Demi zostali poinformowani o całej sytuacji i natychmiast przyjechali do miasta. 
Dzisiaj był najgorszy dzień ze wszystkich, dzień pogrzebu. Wstałem rano z łóżka całą noc miałem zarwaną, przy życiu utrzymywała mnie tylko kawa. Poszedłem do łazienki, umyłem ciało, uczesałem się i ogoliłem. Pogrzeb miał być o godzinie dwunastej a wybiła dopiero dziesiąta.
Ale fakt chciałem być wcześniej od innych. Ubrałem się w czarny garnitur i czarne okulary żeby nikt nie zobaczył że są tak bardzo podpuchnięte.
Wyjechałem z domu około jedenastej. Na miejscu bylem już piętnaście minut później. Nikogo jeszcze nie było. Za to była kaplica w której leżała Demi. Musiałem tam wejść.
Wszedłem do środka Demi leżała tak spokojnie, taka blada, taka zimna. Po chwili za mną weszli jej rodzice. Mama zapłakana ojciec przygnębiony. Przywitali się ze mną widząc jak cierpię. Jej mama nie myślała o sobie i pozwoliła mi podejść do trumny po raz ostatni się pożegnać. 
Podszedłem bliżej i czułem jak nogi pode mną się uginają, jak moje oczy wypełniają się łzami jak ręce drżą. Podszedłem jeszcze bliżej i ponownie się rozpłakałem.

 Demi, moja Demi. Leżała taka bezbronna. Upadłem przy tej trumnie. Nie zniosłem tego wszystkiego. Upadłem na kolana i prosiłem by mi ją zwrócono. Prosiłem, błagałem, płaszczyłem się przed bogiem, jednak nic mi to nie dało. Wstałem i po raz ostatni ucałowałem jej zimne czoło. - Na zawsze ja na zawsze ty na zawsze my - Wyszeptałem i wybuchając płaczem pozwoliłem jej mamie pożegnać się z nią. Ludzie powoli się zbierali, wszyscy ze starej szkoły, nauczyciele, koledzy z klas. Wszyscy którzy kiedykolwiek mieli z nią styczność. Ucieszyłem się że tylu ludzi o niej pamięta. 

Do kościoła weszła zapłakana Selena z Justinem. Wtulili się moje ramię i zaczęli łkać. Nawet nie podeszli do trumny bo to było dla nich za wiele.
Ksiądz odprawił mszę i pozwolił się wszystkim pożegnać. Ludzie zaczęli składać mi kondolencje. Tępo się w nich wpatrywałem i nie umiałem okazać ani trochę uczucia. Po prostu nie. Wszystko odeszło razem z dniem jej śmierci. Nadszedł czas zamykania trumny. Razem z tym momentem odszedł cały mój świat. Czułem jak rozrywa mi się serce. 
Doszliśmy do miejsca wyznaczonego dla niej. Panowie w czarnych garniturach włożyli jej trumnę do grobu  zaczęli zasypywać a wszyscy szlochali. Nadal nie mogłem w to uwierzyć. Mojej księżniczki nie ma już przy mnie. Odeszła na zawsze.
Kiedy wszyscy ludzie się rozeszli zostałem jeszcze chwilę i się pomodliłem po czym wróciłem do domu. 
Usiadłem na kanapie i wyciągnąłem z albumu wszystkie zdjęcia przyczepiając je na ścianę naszej sypialni. 
-Widzisz Demi ? Już zawsze będziesz ze mną



.

No to dobrnęliśmy do końca. Pisząc ten rozdział miałam łzy w oczach. Dziękuję wszystkim czytającym to była piękna przygoda. Już przyzwyczaiłam się do pisania i po wakacjach może zacznę pisać nowe opowiadanie i wtedy na pewno wstawię tu link jeżeli ktoś jeszcze tutaj zajrzy. Jeszcze raz dziękuję z całego serduszka <3

4 komentarze:

  1. Noi się poryczałam ;c <3 To było takie piekne <3 Najlepsze opowiadanie jakie czytałam <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny rozdział. Łzy w oczach. Szkoda jednak że jest koniec tego wszystkiego. Pierwsze i najlepsze opowiadaie jakie czytałam. Szkoda ;/ Czekam na inne blogi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nominowałam Cię do VBA !! więcej na : http://whyareyousingingmelovesongs.blogspot.com/2014/07/versatile-blogger-award.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem czy to jeszcze zobaczysz, ale moim zdaniem potrafisz napisać wiele
    rzeczy po których się uśmiecham a po ostatnim rozdziale płaczę jak głupia.
    Szkoda że nie ma nic więcej, bloga przeczytałam w 2 dni... Jesteś cudowna i cudownie piszesz. <3

    OdpowiedzUsuń